English

James Hillman

Kronos3
3/2007
JAMES HILLMAN
Zgadzam się z przekonaniem Abramowskiego, że „intelektualizm rozszerza się nieprawnie na całą dziedzinę doświadczenia wewnętrznego”. Rehabilitacja czy, po prostu, koncentracja filozoficznej refleksji na pozaintelektualnych elementach tego doświadczenia nie musi prowadzić ani do wewnętrznego chaosu, ani do zaniku subiektywności, ani rozpadu intersubiektywności. Paradoksalnie, może skutkować większą samoświadomością, większą samokontrolą i etycznością. Głębszym rozumieniem ludzkiego losu.

Trzeciemu numerowi naszego pisma patronuje (anonimowo) C. G. Jung. Jako jeden z pierwszych w XX stuleciu zrehabilitował on pozaintelektualną sferę doświadczenia ludzkiego. W pracy Symbole przemiany wyróżnił dwie formy myślenia: ukierunkowane i śnienie lub fantazjowanie. „To pierwsze – pisał – pracuje na rzecz komunikowania, posługuje się elementami językowymi, jest mozolne i wyczerpujące, to drugie zaś pracuje bez trudu by tak rzec – spontanicznie, wiedzione motywami nieświadomymi posługuje się treściami danymi już z góry”. Wyrazem pierwszego jest nauka i technika, wyrazem drugiego – mity.

Mit i fantazjowanie, choć stanowią specyficzne cechy człowieka pierwotnego i dziecka, nie zanikają i nie są objawem infantylnego, już przezwyciężonego, życia psychicznego. Ludzie nigdy nie oderwali się od mitu. „Nawet gdyby udało się za jednym zamachem — pisał Jung — wyplenić ze świata wszystkie tradycje, to następne pokolenie na nowo zaczęłoby tworzyć całą mitologię i historie religii. Tylko niewielu indywiduum udaje się w epoce buty intelektualnej odrzucić bagaż mitologii; zbiorowość nigdy się jednak od niej nie uwolni”. Ich brak może nawet prowadzić do różnego rodzaju zaburzeń. Podkreślmy, że rehabilitacja pozaintelektualnego nie oznacza lekceważenia tego, co świadome i racjonalne.

Inspirowany koncepcją Junga rozwija swoją myśl James Hillman. W Polsce prezentowany szerzej po raz pierwszy. Uznawany za Williama Jamesa XXI wieku podtrzymuje Jungowską wiarę w moc wyobraźni i wagi obrazu. Obrazowi przypisuje jednakże odrębne znaczenie niż to czynił Jung. Jung nadaje obrazom sens symboliczny, tzn. sens, który wykracza poza sam obraz, zmusza do jego interpretacji. Hillman nadaje obrazowi wartość autonomiczną. Obraz nie odwołuje się do niczego innego poza nim. W sobie zawiera głębię.

Istotną kategorią w myśli Hillmana jest pojęcie duszy. Rozróżnia nie tylko duszę od ciała, ale także duszę od ducha. Dusza to tyle, co psyche. To doświadczenie, to umiejscowienie, uhistorycznienie. Duch jest znikąd. Dusza zawsze ma źródło, czyli miejsce i czas. Człowieka charakteryzuje wielość doświadczeń, od wzniosłych do najbardziej bolesnych i ponurych. W przekonaniu Hillmana nie powinniśmy odrzucać żadnego z nich. „Dusza bowiem – pisze Stawiszyński – nie pragnie ucieczki od rozpaczy, pragnie rozpacz przeżywać, pragnie głęboko doświadczać rozmaitych ciemnych nocy, rozpamiętywać własną śmiertelność i skończoność, lamentować nad nieodłącznym od wszystkiego rozpadem oraz przemijalnością” – i jest to droga do odkrywania świadomości i głębi. Ponieważ doświadczenie nie izoluje nas od świata. Przeciwnie łączy nas z nim, gdyż tak naprawdę jesteśmy zanurzeni w psyche i psyche stanowi nasz świat.

O ile jednak Hillmanowi bliski jest świat politeistyczny – różni bogowie są odpowiedzialni za nasze przeżycia – o tyle Jung widzi wewnętrzne doświadczenia jako proces indywiduacji, który zmierza ku pełni psychicznej, ku Jaźni. Obaj jednakże wierzą w konieczność istnienia mitu rozumianego jako „opowieść święta”, a nie jako bajka. Jung nawet – jak opisuje to Miguel Serrano – proponuje mit dla człowieka współczesnego, człowieka już skażonego wątpliwościami. „Musimy wierzyć, że centrum i kwiat (jaźń – Z. R.) istnieją nawet, jeśli nie istnieją i nawet jeśli nigdy nie istniały”.


Zofia Rosińska