English

KRONOS – program telewizyjny


Piotr Nowak: Nadzieja radykalna, ostateczna przychodzi wtedy, gdy spodziewamy się szczęśliwego zakończenia, ale nie wiemy, skąd miałoby ono nadejść. Jej radykalizm polega na tym, że znajdująca się w kryzysie kultura podąża – w osobach jej najważniejszych przedstawicieli: poetów, mężów stanu, nawiedzonych proroków – w kierunku pomyślnego rozwiązania, którego jeszcze nie ma. Nadzieja ta nie występuje w związku z tanim optymizmem ideologii społecznych, ponieważ ratunek może tak samo nadejść, jak i nie nadejść. W pewnym sensie taka nadzieja wytwarza nowy typ męstwa podejmującego ryzyko w sytuacji, w której zupełnie nie wiadomo, co należy robić, gdy każdy wybór może okazać się wyborem tragicznym. Jest to model męstwa słabego, osadzonego na ruinach minionego świata i świadomości przegranej.

Ivan Dimitrijevic: Dlaczego się przejmujesz? – pyta Arystoteles. Jeśli to, co cię martwi, zależy od ciebie, nie warto się przejmować, ponieważ jesteś w stanie stawić temu czoła. Jeśli nie zależy od ciebie, i tak nie warto się przejmować, bo w żaden sposób nie możesz nad tym zapanować. Ludzie, plemiona, stowarzyszenia, narody mają swój los. Cokolwiek byśmy zrobili lub, czego byśmy nie zrobili, losu nie można zmienić. A w czym pokładać nadzieję, jeśli los skazuje nas na przemijanie, zniknięcie, utratę siebie? Czy istnieje źródło nadziei, które jest potężniejsze od losu? Wiele Przewag, przywódca plemienia Wron usłyszał we śnie, że jest. Ma na imię mądrość, odnowa dawnych cnót, męstwo. Tylko cnotliwość jest wolna od losu. Tylko cnotliwy nie ma się czym przejmować. Tylko bycie cnotliwym zależy od nas.


Piotr Nowak: „Wszyscy, kurwa, ćpią” – śpiewa raper Goss. Jeśli narkotyki aż tak bardzo się rozpowszechniły, jeżeli faktycznie badał mnie wczoraj lekarz-heroinista, interweniował w mojej sprawie policjant, który jest alkoholikiem, jeśli małe dzieciaki nie mogą znieść obecności dorosłych i sięgają po coraz mocniejsze środki, uzależniając się od nich, to może trzeba przyznać wreszcie, że świat współczesny przypomina po prostu dom wariatów? Dziś coraz więcej zachowań, które do niedawna kłóciły się z normą, uznajemy za jak najbardziej normalne. Wyobraźmy sobie na moment, że to prawda, że nowe standardy stanowią freaki i popaprańcy. Co wtedy? Czy nie będziemy zmuszeni przyznać, że zmieniło się nie tylko otoczenie człowieka, lecz również on sam, że przeobraziła się jego natura, że bez narkotyków ani rusz? Coraz częściej napotykam osoby, które przekonują, że każdy musi sięgać po dragi, czy będzie to seks, zioło, czy też internet, aby przetrwać pod naciskiem rozpędzonej cywilizacji. Czy mam im wierzyć?

Ivan Dimitrijevic: Ernst Junger nauczył nas, że władza – w sojuszu z technologiami produkcji obrazów – zdolna jest oddziaływać na wyobraźnię, przeobrażając nasze najbardziej ukryte pragnienia w potrzeby, które następnie zaspokajają polityka i gospodarka. Najgłębsze warstwy psychiki mogą zostać zdyscyplinowane i poddane kontroli i manipulacji. Jaka byłaby zatem nasza wizja zużycia narkotyków, gdybyśmy na tę praktykę, zazwyczaj kojarzoną z utratą panowania nad sobą, patrzyli jako na sposób, w którym człowiek wymyka się władzy? Czy partia uzależnionych stanowi jedyną opozycję wobec rządu nad duszami? Czy narkotyki przybliżają do wolności? Czy to raczej wolność urojona? Tom Waits, amerykański muzyk, powiedział, że nie rozumie tych, którzy uciekają w rzeczywistość, ponieważ obawiają się stanów wywołanych przez substancje. Czy zatem człowiek jest częścią rzeczywistości czy może artystą, który kształtuje ją w upojeniach, aby potem szukać przed nią schronienia w iluzjach?


Piotr Nowak: Przeczytałem gdzieś, że pionierzy matematyki mieli na temat jej podstaw użyteczne wyobrażenia. Miały z nich następnie wyniknąć wnioski, sposoby dokonywania obliczeń i rezultaty. Tymi z kolei zawładnęli fizycy w celu uzyskania nowych rezultatów. Na koniec zaś pojawili się technicy i biorąc niekiedy same już tylko rezultaty, dodali do nich nowe obliczenia. W ten sposób powstały maszyny. Aż nagle, kiedy wszystko istniało w najlepsze, matematycy doszli do wniosku, że w podstawach całej sprawy jest coś, czego w żaden sposób nie można dopasować do reszty. Sprawdzili na samym dole i okazało się, że cały gmach wisi w powietrzu. Ale maszyny pracowały! Należy wobec tego przyjąć, że całe nasze współczesne życie opiera się na szaleństwie maszyn i pomyłce człowieka, bez których mogłoby ono w ogóle nie powstać.

Ivan Dimitrijevic: W znakomitych Szklanych pszczołach Ernst Juenger stwierdza wprost, że ludzka doskonałość i techniczna perfekcja są nie do pogodzenia. Oto scena, wyjęta z pamięci lub wyobraźni. Jesteśmy z nią sam na sam, za chwilę pierwszy pocałunek, cisza i drżenie. Dzwoni komórka! Jakże czujemy się nieswojo, wstydzimy się wręcz! Ten dźwięk oznacza, że ja nie kocham innego tak jak należy: na wyłączność. Ale że perfekcja techniki przenosi część obcego mi świata w sam środek naszej relacji. Technika nas łączy, ponieważ już oddzieliła nas od najbliższego. Rzecz jasna, nie tylko miłością żyje człowiek… A ten pocałunek? Ah, pocałunek jest doskonały. Miłość – również miłość do mądrości – jest doskonała. Czy Państwo wyłączyli smartphony? Odzwonią Państwo później.


Piotr Nowak: Dawni Grecy żyli tak, jakby spali. Właściwą im trzeźwość i twardość osłabiał mit przeżywany poważnie, w natchnieniu. Chwile, w których bóg porywa Europę, Atena przenosi Parysa z placu boju w bezpieczne miejsce, a Diomedes rani ją w szale walki, należały do czasu rzeczywistego i działy się na oczach ludzi i bogów. Grecy nie musieli wierzyć w realność tych zdarzeń, oni je po prostu widzieli, patrzyli na nie. I chociaż bez reszty utożsamiali się z tym, co się im akurat trafiało, przeczuwali, że źródło istnienia leży gdzie indziej, gdzieś poza tymi objawieniami. Ale wiedzieli też, że człowiek został powołany do zadań wyższych niż troska o własne zadowolenie. Człowiek ma stać się artystą, atletą istnienia, ponieważ piękno – piękne życie i życie w pięknie – stanowi jego ostateczne i najważniejsze usprawiedliwienie. Nie ma innych, nie ma ważniejszych.

Ivan Dimitrijevic: Naszym demonem jest jednak rzeczywistość. Mit, który zdarzył się in illo tempore, w czasie oderwanym od stawania się, i który jest wydarzeniem spełnionym oczekującym już tylko na interpretację, przemawia do nas jako ciekawostka opisująca mentalność prymitywną, przed-naukową. Życie kontemplacyjne, które dla Greków stanowiło najpiękniejsze spośród dostępnych człowiekowi sposobów przejmowania się własnym czasem, dziś całkiem zniknęło. Nawet kontemplację obliczamy miarami wydajności, szybkości realizacji, skuteczności społecznej czy rynkowej. Rzeczywistość – to, czego jedynie warto poszukiwać – jest tym, co łatwo dostępne, jak zysk, interes, dobrobyt, potężne i krótkotrwałe emocje. Rzeczywistość nie jest nigdy spełniona. A jednak w każdej epoce należy sprzyjać przeciwnym dążeniom niż te, które nadają kształt rzeczywistości. Takim dążeniem jest próba odzyskania starożytnego mitu lepszego życia, życia kontemplacyjnego – mitu, w który przekształciliśmy ich wielobarwne istnienie.


Piotr Nowak: Naprzeciw śmierci jesteśmy jak dzieci. Zakłamujemy jej doświadczenie. Wycinamy dziury w dyniach, usiłujemy zminimalizować jej przerażającą magię. Załatwiamy śmierć śmiechem. Przede wszystkim udajemy, że jej nie ma. Toteż przestała dokuczać nam jej stała obecność. Odczarowano ją w poliklinikach i korporacjach farmaceutycznych, uznając za dolegliwość. Wprawdzie trudną do wyleczenia, lecz w dłuższej perspektywie – dolegliwość uleczalną. Dziś odchodzimy nie pośród bliskich, lecz w szpitalach i hospicjach. To niemal reguła. Przekleństwem kultury współczesnej jest zatem wodewilowa wręcz i obsesyjna koncentracja na życiu z pominięciem zjawiska śmierci i umierania. Chcemy nieśmiertelności, chcemy „być jak bogowie”.

Ivan Dimitrijevic: To prawda. Chcemy być jak bogowie. A czy to nie oznacza, że nie potrafimy się obejść bez bogów i bez tamtego świata, który jest po drugiej stronie świata widzialnego? Nasz pomysł jest całkiem fajny: wepchnąć tamten świat w ten – zjednoczyć tu i tam, przezwyciężyć jednym ciosem śmierć i zmartwychwstanie, człowieka i boga. Z tego dążenia wynika postęp technologiczny, któremu jednak towarzyszy i strach, że również tym razem się nie uda. Ponieważ, w odróżnieniu do nieśmiertelnych bogów, my pozostajemy śmiertelni, przynajmniej na razie. Na razie zatem to wciąż jeszcze śmierć ukazuje nam naszą istotę i miarę. Tak oto nawet nowi bogowie – w kwestii śmierci – jeszcze odwołują się do dawnych bogów i w nich poszukują wzoru. Czy to nie potwierdza starą ideę, że to bóg, a nie człowiek, jest miarą wszystkich rzeczy?


Piotr Nowak: Uniwersytet starego typu był miejscem, w którym przeszłość nawiązywała do przyszłości za pośrednictwem tego, co aktualne i teraźniejsze. Dziś nie jest to potrzebne ani możliwe, ponieważ uniwersytet ma nawiązywać wyłącznie do teraźniejszości – głównie do realiów rynku z jego ciasnymi, bo materialnymi, potrzebami. To nie uczeni zarządzają współczesnym uniwersytetem. Robi to biznes i administracja. Ceni się uległość, brak pytań, wydajność, doskonałość, umiędzynarodowienie. Zarządzający uniwersytetem starają się sprostać cywilizacyjnym wyzwaniom, nie wiedząc, lub nie przyznając się nawet przed sobą, że to po prostu niemożliwe – rzeczywistość materialna jest zawsze parę kroków przed nimi. Zapomnieli, być może nigdy o tym nie pamiętali, że najświętszym obowiązkiem w Akademii jest wolne od utylitarnych zobowiązań myślenie.

Ivan Dimitrijevic: Już w latach siedemdziesiątych XIX wieku Nietzsche dostrzegł upadek humboldtowskiego typu uniwersytetu na rzecz szybkiego szkolenia, głębokiego na tyle, ile wystarczy, by stać się osobą zdolną dużo zarabiać. Czyli – powierzchownego. Już wtedy uniwersytet miał na celu wykształcić osoby mające wartość obiegową. Takiej tendencji, pisze Nietzsche, sprzyja egoizm zarobkujących i egoizm Państwa, któremu wiedza potrzebna jest tylko jako narzędzie do walki z innymi Państwami. Właśnie dlatego naciska ono na rozpowszechnianie kultury i na specjalizację. Nietzsche się jednak pomylił. Takie wykształcenie odebrali najwięksi myśliciele i naukowcy dwudziestego wieku – a mimo to – nie stali się wartością obiegową.


Piotr Nowak: Na teatr składają się aktorzy, reżyserzy, publiczność. Ci pierwsi wypowiadają ze sceny teksty największe, często nieprzekraczalne. Udziela im głosu Sofokles, Shakespeare, Moliere, przez co nierzadko padają ofiarami złudzenia, że są tak samo mądrzy, jak autor Antygony, czy Miarki za Miarkę. Biorąc cudze za własne, zaczynają następnie pleść kolosalne bzdury o współczesnej polityce i swym życiu prywatnym. Robią to w sposób autorytatywny i nieodwołalny. Podobnie rzecz ma się z reżyserami, którzy dziś tylko z rzadka reżyserują wielkich autorów, częściej zaś reżyserują ich i wygrywają przeciwko nim samym. A coraz mniej wyrobiona publiczność bywa zwyczajnie oszukiwana. Pozostawiona sobie samej, opuszczona, bezbronna, wystawiona na pastwę hucpiarzy i hochsztaplerów, zwyczajnie nie ma siły przeciwstawić się ich przemożności.

Ivan Dimitrijevic: To prawda – prawda uniwersalna, określająca wszystkie sfery życia. Weźmy na przykład filozofa. Czy nie jest tak, że filozof myśli, że zmądrzał, bo przeczytał Kanta? Nie chodzi już po ulicach, ale unosi się ponad światem. Dostrzega tylko wielkie idee. Nie zauważa malutkiego człowieka, który walczy ze swoimi niefilozoficznymi, ale strasznymi kłopotami. Nikt nie mądrzeje dzięki mądrości innych. A pycha to piekło nie tylko aktorów, ale również polityków, myślicieli, pisarzy – nas wszystkich. Zatem, również pod tym kątem, teatr ujawnia prawdę życia. Jeśli ponosi klęskę, to dlatego, że człowiek jest daleki od doskonałości. W teatrze widzimy lustro postawione przed społeczeństwem i kulturą. Jeśli teatr nam się nie podoba, to zapewne dlatego, że my sami się sobie nie podobamy. Uciekamy od niego, bo to przed naszą brzydotą chcemy się schronić.


Piotr Nowak: Apokalipsa – niehistoryczny element historii – znosi chronologię, podważa sens pojęcia postępu, a nawet rozwoju: wszystko ciąży w stronę nieodwracalnego kresu, który nadaje dziejom sens. W pytaniu o eschaton historia przekracza swoje granice, dzięki czemu staje się widoczna – i sensowna – dla samej siebie. Nie rozumieją tego ci wszyscy, którzy zamknięci są w chwili obecnej jak w klatce, którzy mają zawsze „czas” na podjęcie decyzji i nigdy się nigdzie nie spieszą. Cykliczność ich życia zmienia decyzję w pusty gest. Pogrążeni w naturalnej sekwencji wypadków są wobec aktu decydowania i wobec historii całkowicie obojętni. Dla nich Apokalipsa się nigdy nie wydarzy.

Ivan Dimitrijevic: Ostatnia gmina, do której w Apokalipsie św. Jan kieruje swoje słowa, to Laodycea. Sprawiedliwość ludu. Laodycea jest bogata i samowystarczalna. Jest letnia, lubi świat i życie, ale nie wyrzekła się wiary. Sumienie niczego jej jednak nie wyrzuca, jako że w sądach Laodycei wymiar sprawiedliwości sprawowany jest w imię ludu. Choć odmawia Ojcze nasz, wcale nie chce, aby Królestwo przyszło. Sprawiedliwość ludu jest bowiem lepsza niż rzekomo doskonała sprawiedliwość Królestwa: to sprawiedliwość w wolności, bez żadnego Króla, bez żadnego Sędziego. Zapewniono, że błogosławieni będą ci, którzy się smucą, cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, łakną i pragną sprawiedliwości. Może tylko tacy pokładają nadzieję w słowach, którymi kończy się Pismo Święte: Przyjdź Panie.


Piotr Nowak: Jeszcze w XVIII wieku, w czasach przed Napoleonem, skutki wojen nie dotyczyły cywilów. Wojny toczono bezszelestnie. Poddani niemieckiego czy włoskiego księcia często nie wiedzieli nawet, że ich pan prowadzi wojnę. Wprawdzie obserwowali ruch wojsk, lecz niewiele z tego rozumieli. Wojna była sprawą ludzi dzielnych – ich odwagi, honoru, skłonności do ryzykowania życiem w imię wartości nieutylitarnych. Czym wojna jest dzisiaj? Czy różni się od zwykłego bandytyzmu? Albo – patrząc na to samo zjawisko od innej strony – czy nie przypomina po prostu (i tylko) działań policyjnych?

Ivan Dimitrijevic: Nie można dziś przywrócić wojnie jej honoru i sensu. Hektor, zamiast szanowanym bohaterem, jest tylko bezimiennym kryminalistą. Do jakiejś innej wojny odwoływał się Heraklit, powiadając, że jest ona matką wszystkich rzeczy… W wojnie albo zdradzisz sąsiada, który stał się wrogiem, albo zbiorowego przyjaciela, który przed wrogiem cię chroni. Zasadą wojny jest zdrada, niemożliwość bycia neutralnym, miłosiernym, refleksyjnym… Wojnę przegrywa wróg odczłowieczony, który nie przynależy do wolnej natury ludzkiej; ma wrócić do nicości, z której się wziął. Wróg to nikt. A kto jest zwycięzcą? Nieznany bohater, nikt. W wojnie nikt nie jest sobą i nikt nie może stać po stronie prawdy, ale musi wybrać jedną partię, historię, nację…I udawać wiarę.


Piotr Nowak: Ból jest głuchą, tępą mową ciała. Jest zwierzęcy – cierpią mrówki, pelikany, cierpi człowiek. Ale tylko on choruje. Choroba jest ludzką odpowiedzią na nieludzki, przerażający, długotrwały ból. Chorobę tworzy człowiek, ból zadaje mu natura, której jest częścią. Dziś coraz słabiej rozumiemy tę zależność, nie rozpoznajemy jej właściwie. Mnożymy imiona chorób, wynajdujemy na nie coraz bardziej nieskuteczne lekarstwa. Jedynie ból ma się dobrze, tylko on nas nie chce opuścić.

Ivan Dimitrijevic: Babcia Maria umarła na chorobę nerek w wieku pięćdziesięciu sześciu lat. Nie chciała oddać się w ręce zmechanizowanych procedur oficjalnej, naukowej, zimnej medycyny. Mimo że bolało, coraz bardziej. A może nie chciała zmierzyć się z prawdą? W chorobach, które istotnie wpływają na naszą kondycję, ale nie są jedynie przejściowymi sezonowymi dolegliwościami, powierzamy się cudownej sile lekceważenia. Dziś nie pójdę. Przejdzie. Dziś też nie. Jest wiele spraw do załatwienia, a inny jest ważniejszy niż zdrowie. Może jutro… Da się wytrzymać. Dziś jest jutro. Babcia Maria zmaga się ze swoją chorobą już tylko w pamięci. A twoja babcia jak ma na imię?

Piotr Nowak: Jeszcze w osiemnastym wieku jedno dziecko na czworo umierało w pierwszym roku życia, a rachuby na dożycie trzydziestki przypominały ruletkę: może się uda, a może nie. Dziś żyjemy dłużej. Postęp w medycynie stał się faktem, z którym nie wypada dyskutować. Czy zatem świat współczesny to dla chorych świat najlepszy ze wszystkich możliwych światów?