English

KRONOS – program telewizyjny


Piotr Nowak: Na teatr składają się aktorzy, reżyserzy, publiczność. Ci pierwsi wypowiadają ze sceny teksty największe, często nieprzekraczalne. Udziela im głosu Sofokles, Shakespeare, Moliere, przez co nierzadko padają ofiarami złudzenia, że są tak samo mądrzy, jak autor Antygony, czy Miarki za Miarkę. Biorąc cudze za własne, zaczynają następnie pleść kolosalne bzdury o współczesnej polityce i swym życiu prywatnym. Robią to w sposób autorytatywny i nieodwołalny. Podobnie rzecz ma się z reżyserami, którzy dziś tylko z rzadka reżyserują wielkich autorów, częściej zaś reżyserują ich i wygrywają przeciwko nim samym. A coraz mniej wyrobiona publiczność bywa zwyczajnie oszukiwana. Pozostawiona sobie samej, opuszczona, bezbronna, wystawiona na pastwę hucpiarzy i hochsztaplerów, zwyczajnie nie ma siły przeciwstawić się ich przemożności.

Ivan Dimitrijevic: To prawda – prawda uniwersalna, określająca wszystkie sfery życia. Weźmy na przykład filozofa. Czy nie jest tak, że filozof myśli, że zmądrzał, bo przeczytał Kanta? Nie chodzi już po ulicach, ale unosi się ponad światem. Dostrzega tylko wielkie idee. Nie zauważa malutkiego człowieka, który walczy ze swoimi niefilozoficznymi, ale strasznymi kłopotami. Nikt nie mądrzeje dzięki mądrości innych. A pycha to piekło nie tylko aktorów, ale również polityków, myślicieli, pisarzy – nas wszystkich. Zatem, również pod tym kątem, teatr ujawnia prawdę życia. Jeśli ponosi klęskę, to dlatego, że człowiek jest daleki od doskonałości. W teatrze widzimy lustro postawione przed społeczeństwem i kulturą. Jeśli teatr nam się nie podoba, to zapewne dlatego, że my sami się sobie nie podobamy. Uciekamy od niego, bo to przed naszą brzydotą chcemy się schronić.


Piotr Nowak: Apokalipsa – niehistoryczny element historii – znosi chronologię, podważa sens pojęcia postępu, a nawet rozwoju: wszystko ciąży w stronę nieodwracalnego kresu, który nadaje dziejom sens. W pytaniu o eschaton historia przekracza swoje granice, dzięki czemu staje się widoczna – i sensowna – dla samej siebie. Nie rozumieją tego ci wszyscy, którzy zamknięci są w chwili obecnej jak w klatce, którzy mają zawsze „czas” na podjęcie decyzji i nigdy się nigdzie nie spieszą. Cykliczność ich życia zmienia decyzję w pusty gest. Pogrążeni w naturalnej sekwencji wypadków są wobec aktu decydowania i wobec historii całkowicie obojętni. Dla nich Apokalipsa się nigdy nie wydarzy.

Ivan Dimitrijevic: Ostatnia gmina, do której w Apokalipsie św. Jan kieruje swoje słowa, to Laodycea. Sprawiedliwość ludu. Laodycea jest bogata i samowystarczalna. Jest letnia, lubi świat i życie, ale nie wyrzekła się wiary. Sumienie niczego jej jednak nie wyrzuca, jako że w sądach Laodycei wymiar sprawiedliwości sprawowany jest w imię ludu. Choć odmawia Ojcze nasz, wcale nie chce, aby Królestwo przyszło. Sprawiedliwość ludu jest bowiem lepsza niż rzekomo doskonała sprawiedliwość Królestwa: to sprawiedliwość w wolności, bez żadnego Króla, bez żadnego Sędziego. Zapewniono, że błogosławieni będą ci, którzy się smucą, cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, łakną i pragną sprawiedliwości. Może tylko tacy pokładają nadzieję w słowach, którymi kończy się Pismo Święte: Przyjdź Panie.


Piotr Nowak: Jeszcze w XVIII wieku, w czasach przed Napoleonem, skutki wojen nie dotyczyły cywilów. Wojny toczono bezszelestnie. Poddani niemieckiego czy włoskiego księcia często nie wiedzieli nawet, że ich pan prowadzi wojnę. Wprawdzie obserwowali ruch wojsk, lecz niewiele z tego rozumieli. Wojna była sprawą ludzi dzielnych – ich odwagi, honoru, skłonności do ryzykowania życiem w imię wartości nieutylitarnych. Czym wojna jest dzisiaj? Czy różni się od zwykłego bandytyzmu? Albo – patrząc na to samo zjawisko od innej strony – czy nie przypomina po prostu (i tylko) działań policyjnych?

Ivan Dimitrijevic: Nie można dziś przywrócić wojnie jej honoru i sensu. Hektor, zamiast szanowanym bohaterem, jest tylko bezimiennym kryminalistą. Do jakiejś innej wojny odwoływał się Heraklit, powiadając, że jest ona matką wszystkich rzeczy… W wojnie albo zdradzisz sąsiada, który stał się wrogiem, albo zbiorowego przyjaciela, który przed wrogiem cię chroni. Zasadą wojny jest zdrada, niemożliwość bycia neutralnym, miłosiernym, refleksyjnym… Wojnę przegrywa wróg odczłowieczony, który nie przynależy do wolnej natury ludzkiej; ma wrócić do nicości, z której się wziął. Wróg to nikt. A kto jest zwycięzcą? Nieznany bohater, nikt. W wojnie nikt nie jest sobą i nikt nie może stać po stronie prawdy, ale musi wybrać jedną partię, historię, nację…I udawać wiarę.


Piotr Nowak: Ból jest głuchą, tępą mową ciała. Jest zwierzęcy – cierpią mrówki, pelikany, cierpi człowiek. Ale tylko on choruje. Choroba jest ludzką odpowiedzią na nieludzki, przerażający, długotrwały ból. Chorobę tworzy człowiek, ból zadaje mu natura, której jest częścią. Dziś coraz słabiej rozumiemy tę zależność, nie rozpoznajemy jej właściwie. Mnożymy imiona chorób, wynajdujemy na nie coraz bardziej nieskuteczne lekarstwa. Jedynie ból ma się dobrze, tylko on nas nie chce opuścić.

Ivan Dimitrijevic: Babcia Maria umarła na chorobę nerek w wieku pięćdziesięciu sześciu lat. Nie chciała oddać się w ręce zmechanizowanych procedur oficjalnej, naukowej, zimnej medycyny. Mimo że bolało, coraz bardziej. A może nie chciała zmierzyć się z prawdą? W chorobach, które istotnie wpływają na naszą kondycję, ale nie są jedynie przejściowymi sezonowymi dolegliwościami, powierzamy się cudownej sile lekceważenia. Dziś nie pójdę. Przejdzie. Dziś też nie. Jest wiele spraw do załatwienia, a inny jest ważniejszy niż zdrowie. Może jutro… Da się wytrzymać. Dziś jest jutro. Babcia Maria zmaga się ze swoją chorobą już tylko w pamięci. A twoja babcia jak ma na imię?

Piotr Nowak: Jeszcze w osiemnastym wieku jedno dziecko na czworo umierało w pierwszym roku życia, a rachuby na dożycie trzydziestki przypominały ruletkę: może się uda, a może nie. Dziś żyjemy dłużej. Postęp w medycynie stał się faktem, z którym nie wypada dyskutować. Czy zatem świat współczesny to dla chorych świat najlepszy ze wszystkich możliwych światów?