English

KRONOS – program telewizyjny


Piotr Nowak: Reguła jest taka: Im więcej wspominasz, tym więcej masz do wspominania, a to znaczy, że jesteś stary. Czy nostalgia jest przywilejem ludzi starych, czy też ogólną przypadłością charakterystyczną dla każdego, komu miłe jest jego przebrzmiałe życie? Czy jest rzeczą poetów, jak przypuszcza Ivan? I czym różni się od blagi i zmyślenia? Czy w nostalgii liczą się fakty, czy tylko syzyfowa chęć odwracania biegu czasu? „Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, / Już kobiety – nie dziewczyny. / Młodość szybko się zabliźni, / Nie ma w tym niczyjej winy”.

Ivan Dimitrijevic: Nostalgicznemu człowiekowi zawsze albo za mało, albo za dużo. Nigdzie nie czuje się na własnym gruncie, nigdy nie żyje we własnym czasie. Zatem nostalgia nie jest przyczyną smutku i nieszczęścia, ale jedynie ich symptomem. A filozofia, tak mnie uczono, jest wiedzą o przyczynach. Dlatego nostalgię najchętniej zostawia poetom. Nostalgię bowiem można wyśpiewać, ale nie myśleć.


Piotr Nowak: Rozmawiamy z naszymi gośćmi na krótko, by tak rzec, przed oddaniem kobietom głosu. Sto lat temu, 28 listopada kobiety w Polsce przestały być nieme, zaczęły przedstawiać swoje wymagania, artykułować racje, także te najważniejsze, polityczne. Posłuchajmy, co mówią dzisiaj, jakie tematy je interesują, co podnoszą jako rzeczy najpilniejsze, do natychmiastowego omówienia. Oddajmy ponownie im głos.

Ivan Dimitrijevic: Kobiety nie istnieją. Istnieje moja babcia, mama, żona, córka, siostra, ciocia, przyjaciółka, koleżanka… Ile razy nie zadbaliśmy o nie, nie dostrzegliśmy ich drobnych – i właśnie dlatego decydujących – gestów? Ile razy odpowiedzieliśmy milczeniem na ich ciche wołanie? Ile razy ich łza nas nie poruszyła? Ile razy nie przeprosiliśmy? Ile razy nie powiedzieliśmy „dziękuję”? A następnie, aby jakoś temu nadmiarowi niesprawiedliwości zadośćuczynić, przyjęliśmy abstrakcyjne pojęcie kobiety i zaczęliśmy walczyć o ich wyzwolenie, równouprawnienie, godność.


Ivan Dimitrijevic: Mickiewicz określił dziewiętnastowieczną Rosję jako Systemat Carski. Jeśli system oznacza zamkniętą, ograniczoną własnymi normami formę życia, to systemat jest paroksyzmem (wynaturzeniem?) systemu: zbyt sztywnym i za mało stałym zarazem. Skutkiem systematu jest to, że człowiek z jednej strony może stać się kimkolwiek, ale jednocześnie każdy pozostaje nikim. Nie oznacza to, że życie w systemacie jest z konieczności złe. Ba, życie człowieka, w tej odwiecznej i niemożliwej walce z niezmiennością, nabiera barwy, proroczo wtrąca się w przyszłość, oraz, o czym świadczy wielka literatura rosyjska, chętnie przysiada przy źródle Mnemozyny, bogini pamięci, matki Muz i poetów.

Piotr Nowak: Literatura rosyjska stanowi wyzwanie dla europejskiej racjonalności. Chodzi w niej o zupełny brak kokieterii w podejmowaniu pytań fundamentalnych, który bierze się stąd, że Rosjanie odczuwają cieleśnie to wszystko, o czym inni zdołają jedynie pomyśleć. Uczucie, nie rozum jest formą rosyjskiej wrażliwości religijnej, estetycznej, literackiej. Rosjanin nie myśli, nie modli się – on myślą i modlitwą uwzniośla świat, wychodząc poza ramy zdrowego rozsądku, wciągając w wir, jaki sobą wznieca, to wszystko, co znajduje się w pobliżu, co stoi obok. Przekonał się o tym Reiner Maria Rilke, gdy pod koniec życia podjął na pozór niewinną rozmowę w dwojgiem młodych poetów rosyjskich.


Piotr Nowak: Czy rzeczywiście potrzebna jest nam nowa Konstytucja? Komu jest ona potrzebna, skoro dziś nawet sam ustawodawca coraz rzadziej odróżnia ustawę od rozporządzenia? Po co nam kolejna ustawa, nawet jeśli ma to być ustawa zasadnicza? Czy wpisanych w nią wartości nie nosi się w sercu? Czy należy je dodatkowo zapisywać na papierze i wspierać autorytetem? Po co mamy to robić? Aby ich nie zapomnieć? Aby nie zapomnieć tego, że wszyscy mamy prawo do wolności?

Ivan Dimitrijevic: Konstytucja istnieje po to, by chronić wolność osobistą i własność prywatną obywateli przed nadużyciami władzy państwowej. Oznacza to, że władza państwowa odczuwana jest jako odrębne ciało… Konieczne, ale obce. Dlatego Stany Zjednoczone są prawdziwie zjednoczonym Państwem, które poprzez konstytucję dochodzi do jedności, podczas gdy Państwa europejskie prowadziły wewnętrzne wojny z powodu konstytucji. Ponieważ ten obcy, ten wróg – król, kasta czy warstwa społeczna – był w Europie jednym z nas. Jedynym Państwem posiadającym konstytucję są więc Stany. Żadne inne Państwo nie posiada jedności, nadal nie jest Państwem spełnionym, w pełni ukonstytuowanym. Potęga Stanów polega na ich konstytucji – to nie pusta formuła retoryczna. Konstytucja jest źródłem mocy.


Piotr Nowak: Są różne domy: dom kultury, dom publiczny, był też kiedyś dom przyjaźni polsko-radzieckiej. I choć odwiedza się je lub odwiedzało najczęściej z różnych powodów, to z całą pewnością mają one jedną wspólną cechę: nikt w nich nie mieszka. Postawmy zatem pytanie elementarne: co sprawia, że dom nadaje się do zamieszkania albo się do tego nie nadaje? Czy można gdzieś mieszkać, ale nie mieć domu?

Ivan Dimitrijevic: Jakkolwiek wiemy, że państwo dba o nasze bezpieczeństwo, w nocy zamykamy drzwi naszych domów na klucz. Tak bardzo nie ufamy sąsiadom. Oto dowód, że dla człowieka inny jest zawsze wilkiem. Wojna domowa jest tylko zawieszona. Tak naucza Hobbes. Człowiek, który myśli w taki sposób, staje się, sam z siebie, zwierzęciem domowym, lichym, słabym, nieustanie potrzebującym pełnić rolę gospodarza, powiada z kolei Nietzsche. Po oswojeniu się z Nietzscheańską krytyką zwierzęcia domowego, przestałem zamykać drzwi domu na klucz. Niestety otwartość też miewa swoje wady.


Piotr Nowak: Kto wynalazł korek, geniuszem równy jest Platonowi. Inny powie, że „odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy”. Muszę przyznać, że bliskie mi jest takie stanowisko. Cóż bowiem może mnie obchodzić wystygłe ciało niebieskie, skoro nie mam dość czasu, środków i woli, by zająć się własnym?

Ivan Dimitrijevic: Kiedy przychodzi nam wskazać filozofa, który uosabia cnotę panowania nad przyjemnościami, na myśl natychmiast nasuwa się Immanuel Kant. Żył na tyle umiarkowanie i racjonalnie, że zamienił siebie samego w miejski zegar. Wskazywał innym, która jest godzina, a była to godzina zdrowego spaceru. Pokazywał przez to, jak należy sprawować władzę nad namiętnościami. Jednak, gdy pewnego dnia jego wierny sługa, który pracował u Kanta już wiele wiele lat, zmuszony był odmówić mu ulubionego sera z uwagi na zalecenia lekarskie – a trzeba wiedzieć, że Kant po prostu szalał za serem – sędziwy filozof stracił wszelki umiar i odprawił go.


Piotr Nowak: Dzieci przebywają gdzieś na pograniczu dwóch światów: nieciekawego świata dorosłych oraz świata niesamowitych baśni, cudów i czarów. Tylko one, może jeszcze czarownice i filozofowie, zdolne są do mediacji pomiędzy tymi dwoma światami. We wszystkich mitach dotyczących dzieciństwa spotykamy zdumiewający paradoks: z jednej strony bezbronne dziecko wydane na pastwę niezwykle potężnych wrogów, jest nieustannie zagrożone zniszczeniem, z drugiej zaś dysponuje siłami przekraczającymi ludzką miarę. W mitach i bajkach dziecko występuje w roli kogoś niepokaźnego i pozbawionym znaczenia, jest wtedy „tylko dzieckiem”. Zarazem słuchają się go zwierzęta, demony, rozmawia z nim Bóg i udziela mu swej mocy. Czy dorastając, tracimy coś bardzo cennego, czy wprost przeciwnie: nareszcie wydobywamy się z mroku jakiejś fatalnej bezwiedności?

Ivan Dimitrijevic: Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, popłakałem się – jak dziecko. Z okien sali porodowej można było dostrzec napis, który Ariosto umieścił nad wejściem do swego ostatniego domu: parva sed apta. Mała, ale stosowna. Taka dla mnie byłaś: mała, ale akurat taka, jakiej sobie życzyłem. Taka dla mnie pozostaniesz do ostatniego dnia, w ostatnim domu: zawsze mała, zawsze akurat taka, jakiej potrzebowałem. Dlatego każdy pozostaje dzieckiem, a dorastanie okazuje się zapomnieniem naszego pierwotnego, małego i stosownego stanu.


Piotr Nowak: Przyjaźń jest domeną mężczyzn, ich, jak ujął ktoś trafnie, „romantyzmem”. Najtrwalsze przyjaźnie zawierane są przed trzydziestką, ponieważ ani w dojrzałym, ani w podeszłym wieku nikt nie szuka przyjemności, jaką daje przyjaźń; szuka korzyści. Tymczasem uczucie przyjaźni to „interes”, do którego się stale dokłada. Każda przyjaźń ma swój początek i koniec. Kończy się zazwyczaj wtedy, gdy każda ze stron chce więcej, niż otrzymuje, kiedy przyjacielską bezinteresowność rozkłada wirus zysku. Kończy się także, gdy w nas samych nie rozpoznajemy dłużej tego pierwotnego uczucia, jakim darzyliśmy naszych dawnych przyjaciół. Co zrobić – zmienił się świat, my się zmieniliśmy, zmienili się też nasi przyjaciele. A skoro tak, musimy zmienić przyjaciół.

Ivan Dimitrijevic: Trudno dociec, dlaczego przyjaźnie się kończą, jeszcze trudniej odgadnąć, jak się zaczynają, a przede wszystkim, czym w ogóle przyjaźń jest. W platońskim Lizysie Sokrates, w towarzystwie swoich młodych przyjaciół, próbuje wielu ścieżek, aby zdefiniować zjawisko przyjaźni. Każda z nich jednak doprowadza do aporii. Przyjaźń ucieka rozumowi – oto konkluzja dialogu o przyjaźni. Ale kiedy się nad zagadnieniem przyjaźni zastanawiamy razem z kimś, stopniowo i nieuchwytnie stajemy się przyjaciółmi. Stawanie się przyjaciółmi stanowi prawdziwą konkluzję dialogu o przyjaźni. Z przyjacielem chcemy razem myśleć, mieć wspólne prawdy i wspólne błędy – coś niezmiennego, podczas naszego nieustannego rozwoju. Przyjaciel jest wyjętą poza czas możliwością dialogu.


Ivan Dimitrijevic: Kiedy niektórzy zesłańcy odwiedzili po latach syberyjskie miasta – pisze Anne Appelbaum w Gułagu – wybudowane swoimi zamarzniętymi, szykanowanymi i przemęczonymi rękoma, a zastali je spustoszone i umierające, ich serce wypełniło się smutkiem. Dopiero wtedy uświadomili sobie, że trochę w tej Syberii – synonimie zła, niesprawiedliwości, ostatecznej arbitralności co do tego, kto przetrwa – się jednak zakochali. Była ona również ich dzieckiem. Bo gdy człowiek spotyka się z ziemią, jakkolwiek jałową, i z tajgą, jakkolwiek nieprzystępną, i z rzeką, jakkolwiek lodowatą, wszystko jest możliwe. Nawet stworzenie.

Piotr Nowak: Dla ludzi wolnych miejsce to nie wiąże się z geograficznym położeniem. Markiz de Custine uznał, że przybył na Syberię, gdy którąś ze swych kibitek przejechał most na Wiśle. Z kolei dla Polaków Sybir rozciąga się już na podmokłych terenach Smoleńszczyzny, mniej więcej tam, gdzie Józef Czapski dostrzegł i opisał zło „nieludzkiej ziemi”. „Wrócicież kiedy? – i którzy? i jacy?” (chciał wiedzieć Norwid). „Z śmiertelnych prób / W Syberię drugą: pieniędzy i pracy, / Gdzie wolnym – grób”! Sybirem jesteśmy osaczeni stale – powiada poeta – na okrągło, bez wytchnienia. Sybir czyha za rogiem, mości sobie miejsce w zakamarkach, które wabią zakłamaną atrakcją i sfałszowanym pięknem. Sybir zatem to nie tylko geografia, ale także stan ducha – wieczna opresja, mróz, brak nadziei i dobrych dróg wyjścia.


Ivan Dimitrijevic: Kilka lat temu Unia Europejska dostała pokojową Nagrodę Nobla. Co za paradoks? Najbardziej gwałtowny kontynent, w którego historii nieustannie czytamy o wojnach, walkach, przemocy, wreszcie się uspokoił? A może wyczerpał się mit, na którym opiera się Europa? Mit, z którego pochodzi. Warto go przypomnieć. Europa to niezwykłej urody fenicka księżniczka, którą Zeus, zakochawszy się w niej bez pamięci, porwał, przybierając postać białego, pozornie niewinnego byka. Inni bogowie po Zeusie porywali nieustannie Europę i zostawiali po sobie i pięknie, i straszne dzieci. Filozofia, kościół, nowożytny system nauk, oświecenie, rewolucja, chciwy hedonizm. Kto cię dziś porywa, Europo? Komu się jeszcze podobasz, po tylu latach, po tylu dzieciach?

Piotr Nowak: Impuls kolonialny określa ruch całych narodów – na zewnątrz (mam tu na myśli wyprawy, podboje) i do środka, a więc krwawe wojny toczone w Europie. Impuls ten nadaje dynamikę działaniu, dzięki któremu kontynent ten – bo przecież nie ma lub zaraz nie będzie żadnych innych kontynentów – stopniowo przekształca się – są to słowa Husserla – w „nową ludzkość”. Państwa leżące na granicach Europy, Rosja i Ameryka, od których zależeć będzie przyszłość świata, to tylko jej przesilenie, jej wzmocniony do karykatury obraz. Dlatego barbarzyńcą jest ten, komu brakuje europejskich słów na samookreślenie, kto nie potrafi zakwestionować założeń własnej kultury, kogo mowa – jak mowa Kalibana składająca się z samych obelg, bełkotu, powtórzeń i pretensji – pozostaje niezrozumiała.


Ivan Dimitrijevic: Eric Peterson, słynny niemiecki teolog, już niemal sto lat temu napisał, że bank zastąpił we współczesnym świecie Kościół. To bank dysponuje oceną moralności, która nosi imię "zdolność kredytowa" i mówi nam, kto jest godny zaufania czy inwestycji. Kto jest godny ekonomicznego zbawienia. Bank Świętego Piotra był jednak bardziej humanitarny: udzielał dyspensy, ba, dyspensę umieścił nawet w samym systemie winy i zapłaty, świadomy jak trudno jest wywiązać się z długów...

Piotr Nowak: Pewnego razu odwiedziłem bank. Powiedziano mi, że zaciąganie kredytu to patriotyczny obowiązek, wyraz posłuszeństwa obywatelskiego. Bankom pozwala się pożyczać pieniądze, których nie mają – przekonywał mnie wygadany komiwojażer franka szwajcarskiego – ponieważ banki żyją głównie z kredytów, czyli dopiero tworzą pieniądz, których jeszcze nie mają. Jeśli decyduję się na kredyt i potem spłacam całą sumę wraz z odsetkami, dzięki swej pracy zamieniam abstrakcyjne kolumny cyfr w bardzo realne dobra. Im więcej kredytów, tym szybciej kręci się świat, tym więcej przyrasta dóbr i towarów, tym naród większy, silniejszy, bogatszy. Jego słowa prawie mnie przekonały, lecz ostatecznie przeważył sceptycyzm. Poznasz swą miarę – powtarzam słowa kogoś, komu zaufałem – o ile nigdy nie weźmiesz kredytu.


Piotr Nowak: Powiada się, że praca to czynność wymuszona potrzebą przetrwania. Czy w takim razie lew goniący za antylopą także pracuje? Czy uwijające się w ulu pszczoły chodzą do pracy? Nie bardzo. Praca musi zatem wytwarzać jeszcze inne wartości i prowadzić do innych celów niż podtrzymywanie trywialnego życia. Mówiąc krócej, musi być źródłem sensu, gdyż w przeciwnym razie unieszczęśliwi nas. Albo – przez odmowę jej podjęcia – zepchnie nas na margines. Z tego powodu znaczenie pracy nie może sprowadzać się do wąsko pojętego utylitaryzmu. Praca musi obejmować coś jeszcze, coś, czego nie potrafi wysłowić żadna teoria użyteczności ani korzyści.

Ivan Dimitrijevic: Zatrzymał mnie chłopak na rowerze. Rozwozi obiady, nie mówi po polsku, a komórka nie wskazuje gdzie jest wejście do budynku. Dla niego każde miasto jest tą samą mapą z googla. Każde miasto jest nie-miejscem. Praca, zamiast zakorzenić w rzeczywistości, stała się tym, co go od rzeczywistości oddziela. Na tym polega jej nowa perfidia. Riderami nie przejmuje się nikt, bo to przecież chłopaki z Bangladeszu, nielegalni imigranci. Są z natury oportunistami, a więc kimś do wykorzystania, tak jak kanapa. Riderom, którzy odmawiają przepracowania wskazanego przez system czasu, spada rating, wykalkulowany arytmetycznie. Następnym razem dostaną zlecenie w jeszcze gorszych godzinach. A nas interesuje tylko, aby się nie spóźnili, bo to przecież ich praca. Roznoszą nam, zbyt zapracowanym, by ugotować sobie obiad, coś do jedzenia. Wskazałem mu wejście. Złe.


Ivan Dimitrijevic: Jawne kłamstwa i bezwzględne obrazy uczuć powinny zostać poddane cenzurze. A my wszyscy już jesteśmy cenzorami nas samych oraz innych. Od tego programu poczynając, w którym bezwzględnie ocenzurowana zostałaby każda treść negacjonistyczna czy antysemicka. Ba, uprawiamy nawet cenzurę prewencyjną i takich gości nie zapraszamy. I tę cenzurę, podstawową, bez której nie ma żadnej ludzkiej wspólnoty, praktykuje każdy rodzic, nauczyciel, wychowawca, przyjaciel. Bez cenzury społeczeństwo się rozpada i przeinacza w przestrzeń anarchii, a tylko w tej panuje absolutna wolność słowa. Pytanie o cenzurę nie dotyczy zatem tego, czy ma ona rację bytu, ale raczej w imię czego i kogo jest praktykowana, w imię jakiego dobra słowo zostaje podane kontroli i dyscyplinie. Kto i za sprawą jakiej szczególnej wiedzy moralnej ma prawo być cenzorem?

Piotr Nowak: Jestem za cenzurą, ilekroć troglodyta narusza moja wolność i nietykalność. Jestem za cenzurą, gdy wchodzą z zabłoconymi butami do mojego domu. Jestem za cenzurą, kiedy błazen wtyka flagę mojego państwa w psią kupę. Opowiadam się za restrykcją i nożycami, gdy znieważają dobro wspólne, gdy przekraczają – w niekończących się aktach prowokacji – granice: dobrego smaku, przyzwoitości, moralnego uzusu.


Piotr Nowak: Język to po grecku logos, a więc rozum, myślenie, a zatem umiejętność wypowiadania swej własnej istoty. Człowiek odnajduje siebie zawsze w języku. Dzięki niemu rozumie swą przeszłość, spodziewa się też zrozumienia ze strony tych, którzy niegdyś pojawią się między nami. Zresztą nie ma innej drogi prowadzącej do zrozumienia siebie i świata – drogi niejęzykowej, niedyskursywnej. Intuicje pozajęzykowe są na ogół mgliste i niepewne. A jednak język – również ten najbliższy, ojczysty – bywa dla wielu za trudny. Wczoraj odebrałem telefon i usłyszałem: „Kurde, no, jak to się nazywa, Darek mówi…” Innym razem, w sklepie, sprzedawca wskazując mi drogę do półki, instruował: „no tego, tam, weź tamto i tu, gdzieś tu, a potem tego”. Czy zdania te – równoważniki zdań – wypowiadane są w języku polskim? Co to za język? Czy służy porozumieniu, czy też jest znakiem różnicy między ludźmi, której nie da się już niczym zasypać?

Ivan Dimitrijevic: A przecież słowa i tu, i tam, mają swoją godność. Ba, może wszystkie inne słowa, bardziej dokładne i kompleksowe, służą, by powiedzieć właśnie to. O tym opowiada Anna Achmatowa we wstępie do tomiku wierszy Requiem. Gdy w latach 30. jeszcze bardziej zaostrzyło się prześladowanie wrogów ideologicznych, poetkę ukarano uwięzieniem jej jedynego syna. Z tego powodu niemal codziennie wystawała w kolejce przed leningradzkim zakładem karnym, w towarzystwie dziesiątek innych, tak samo zrozpaczonych ludzi. Pewnego razu kobieta z sinymi wargami, która stała za nią, zapytała Annę na ucho, bo wszyscy mówili szeptem: A czy To może pani opisać? Mogę, odpowiedziała Achmatowa. Kto może, ten "może" język, aż do punktu, w którym język łamie się przed Tym i przeistacza w milczenie.


Piotr Nowak: Nadzieja radykalna, ostateczna przychodzi wtedy, gdy spodziewamy się szczęśliwego zakończenia, ale nie wiemy, skąd miałoby ono nadejść. Jej radykalizm polega na tym, że znajdująca się w kryzysie kultura podąża – w osobach jej najważniejszych przedstawicieli: poetów, mężów stanu, nawiedzonych proroków – w kierunku pomyślnego rozwiązania, którego jeszcze nie ma. Nadzieja ta nie występuje w związku z tanim optymizmem ideologii społecznych, ponieważ ratunek może tak samo nadejść, jak i nie nadejść. W pewnym sensie taka nadzieja wytwarza nowy typ męstwa podejmującego ryzyko w sytuacji, w której zupełnie nie wiadomo, co należy robić, gdy każdy wybór może okazać się wyborem tragicznym. Jest to model męstwa słabego, osadzonego na ruinach minionego świata i świadomości przegranej.

Ivan Dimitrijevic: Dlaczego się przejmujesz? – pyta Arystoteles. Jeśli to, co cię martwi, zależy od ciebie, nie warto się przejmować, ponieważ jesteś w stanie stawić temu czoła. Jeśli nie zależy od ciebie, i tak nie warto się przejmować, bo w żaden sposób nie możesz nad tym zapanować. Ludzie, plemiona, stowarzyszenia, narody mają swój los. Cokolwiek byśmy zrobili lub, czego byśmy nie zrobili, losu nie można zmienić. A w czym pokładać nadzieję, jeśli los skazuje nas na przemijanie, zniknięcie, utratę siebie? Czy istnieje źródło nadziei, które jest potężniejsze od losu? Wiele Przewag, przywódca plemienia Wron usłyszał we śnie, że jest. Ma na imię mądrość, odnowa dawnych cnót, męstwo. Tylko cnotliwość jest wolna od losu. Tylko cnotliwy nie ma się czym przejmować. Tylko bycie cnotliwym zależy od nas.


Piotr Nowak: „Wszyscy, kurwa, ćpią” – śpiewa raper Goss. Jeśli narkotyki aż tak bardzo się rozpowszechniły, jeżeli faktycznie badał mnie wczoraj lekarz-heroinista, interweniował w mojej sprawie policjant, który jest alkoholikiem, jeśli małe dzieciaki nie mogą znieść obecności dorosłych i sięgają po coraz mocniejsze środki, uzależniając się od nich, to może trzeba przyznać wreszcie, że świat współczesny przypomina po prostu dom wariatów? Dziś coraz więcej zachowań, które do niedawna kłóciły się z normą, uznajemy za jak najbardziej normalne. Wyobraźmy sobie na moment, że to prawda, że nowe standardy stanowią freaki i popaprańcy. Co wtedy? Czy nie będziemy zmuszeni przyznać, że zmieniło się nie tylko otoczenie człowieka, lecz również on sam, że przeobraziła się jego natura, że bez narkotyków ani rusz? Coraz częściej napotykam osoby, które przekonują, że każdy musi sięgać po dragi, czy będzie to seks, zioło, czy też internet, aby przetrwać pod naciskiem rozpędzonej cywilizacji. Czy mam im wierzyć?

Ivan Dimitrijevic: Ernst Junger nauczył nas, że władza – w sojuszu z technologiami produkcji obrazów – zdolna jest oddziaływać na wyobraźnię, przeobrażając nasze najbardziej ukryte pragnienia w potrzeby, które następnie zaspokajają polityka i gospodarka. Najgłębsze warstwy psychiki mogą zostać zdyscyplinowane i poddane kontroli i manipulacji. Jaka byłaby zatem nasza wizja zużycia narkotyków, gdybyśmy na tę praktykę, zazwyczaj kojarzoną z utratą panowania nad sobą, patrzyli jako na sposób, w którym człowiek wymyka się władzy? Czy partia uzależnionych stanowi jedyną opozycję wobec rządu nad duszami? Czy narkotyki przybliżają do wolności? Czy to raczej wolność urojona? Tom Waits, amerykański muzyk, powiedział, że nie rozumie tych, którzy uciekają w rzeczywistość, ponieważ obawiają się stanów wywołanych przez substancje. Czy zatem człowiek jest częścią rzeczywistości czy może artystą, który kształtuje ją w upojeniach, aby potem szukać przed nią schronienia w iluzjach?


Piotr Nowak: Przeczytałem gdzieś, że pionierzy matematyki mieli na temat jej podstaw użyteczne wyobrażenia. Miały z nich następnie wyniknąć wnioski, sposoby dokonywania obliczeń i rezultaty. Tymi z kolei zawładnęli fizycy w celu uzyskania nowych rezultatów. Na koniec zaś pojawili się technicy i biorąc niekiedy same już tylko rezultaty, dodali do nich nowe obliczenia. W ten sposób powstały maszyny. Aż nagle, kiedy wszystko istniało w najlepsze, matematycy doszli do wniosku, że w podstawach całej sprawy jest coś, czego w żaden sposób nie można dopasować do reszty. Sprawdzili na samym dole i okazało się, że cały gmach wisi w powietrzu. Ale maszyny pracowały! Należy wobec tego przyjąć, że całe nasze współczesne życie opiera się na szaleństwie maszyn i pomyłce człowieka, bez których mogłoby ono w ogóle nie powstać.

Ivan Dimitrijevic: W znakomitych Szklanych pszczołach Ernst Juenger stwierdza wprost, że ludzka doskonałość i techniczna perfekcja są nie do pogodzenia. Oto scena, wyjęta z pamięci lub wyobraźni. Jesteśmy z nią sam na sam, za chwilę pierwszy pocałunek, cisza i drżenie. Dzwoni komórka! Jakże czujemy się nieswojo, wstydzimy się wręcz! Ten dźwięk oznacza, że ja nie kocham innego tak jak należy: na wyłączność. Ale że perfekcja techniki przenosi część obcego mi świata w sam środek naszej relacji. Technika nas łączy, ponieważ już oddzieliła nas od najbliższego. Rzecz jasna, nie tylko miłością żyje człowiek… A ten pocałunek? Ah, pocałunek jest doskonały. Miłość – również miłość do mądrości – jest doskonała. Czy Państwo wyłączyli smartphony? Odzwonią Państwo później.


Piotr Nowak: Dawni Grecy żyli tak, jakby spali. Właściwą im trzeźwość i twardość osłabiał mit przeżywany poważnie, w natchnieniu. Chwile, w których bóg porywa Europę, Atena przenosi Parysa z placu boju w bezpieczne miejsce, a Diomedes rani ją w szale walki, należały do czasu rzeczywistego i działy się na oczach ludzi i bogów. Grecy nie musieli wierzyć w realność tych zdarzeń, oni je po prostu widzieli, patrzyli na nie. I chociaż bez reszty utożsamiali się z tym, co się im akurat trafiało, przeczuwali, że źródło istnienia leży gdzie indziej, gdzieś poza tymi objawieniami. Ale wiedzieli też, że człowiek został powołany do zadań wyższych niż troska o własne zadowolenie. Człowiek ma stać się artystą, atletą istnienia, ponieważ piękno – piękne życie i życie w pięknie – stanowi jego ostateczne i najważniejsze usprawiedliwienie. Nie ma innych, nie ma ważniejszych.

Ivan Dimitrijevic: Naszym demonem jest jednak rzeczywistość. Mit, który zdarzył się in illo tempore, w czasie oderwanym od stawania się, i który jest wydarzeniem spełnionym oczekującym już tylko na interpretację, przemawia do nas jako ciekawostka opisująca mentalność prymitywną, przed-naukową. Życie kontemplacyjne, które dla Greków stanowiło najpiękniejsze spośród dostępnych człowiekowi sposobów przejmowania się własnym czasem, dziś całkiem zniknęło. Nawet kontemplację obliczamy miarami wydajności, szybkości realizacji, skuteczności społecznej czy rynkowej. Rzeczywistość – to, czego jedynie warto poszukiwać – jest tym, co łatwo dostępne, jak zysk, interes, dobrobyt, potężne i krótkotrwałe emocje. Rzeczywistość nie jest nigdy spełniona. A jednak w każdej epoce należy sprzyjać przeciwnym dążeniom niż te, które nadają kształt rzeczywistości. Takim dążeniem jest próba odzyskania starożytnego mitu lepszego życia, życia kontemplacyjnego – mitu, w który przekształciliśmy ich wielobarwne istnienie.


Piotr Nowak: Naprzeciw śmierci jesteśmy jak dzieci. Zakłamujemy jej doświadczenie. Wycinamy dziury w dyniach, usiłujemy zminimalizować jej przerażającą magię. Załatwiamy śmierć śmiechem. Przede wszystkim udajemy, że jej nie ma. Toteż przestała dokuczać nam jej stała obecność. Odczarowano ją w poliklinikach i korporacjach farmaceutycznych, uznając za dolegliwość. Wprawdzie trudną do wyleczenia, lecz w dłuższej perspektywie – dolegliwość uleczalną. Dziś odchodzimy nie pośród bliskich, lecz w szpitalach i hospicjach. To niemal reguła. Przekleństwem kultury współczesnej jest zatem wodewilowa wręcz i obsesyjna koncentracja na życiu z pominięciem zjawiska śmierci i umierania. Chcemy nieśmiertelności, chcemy „być jak bogowie”.

Ivan Dimitrijevic: To prawda. Chcemy być jak bogowie. A czy to nie oznacza, że nie potrafimy się obejść bez bogów i bez tamtego świata, który jest po drugiej stronie świata widzialnego? Nasz pomysł jest całkiem fajny: wepchnąć tamten świat w ten – zjednoczyć tu i tam, przezwyciężyć jednym ciosem śmierć i zmartwychwstanie, człowieka i boga. Z tego dążenia wynika postęp technologiczny, któremu jednak towarzyszy i strach, że również tym razem się nie uda. Ponieważ, w odróżnieniu do nieśmiertelnych bogów, my pozostajemy śmiertelni, przynajmniej na razie. Na razie zatem to wciąż jeszcze śmierć ukazuje nam naszą istotę i miarę. Tak oto nawet nowi bogowie – w kwestii śmierci – jeszcze odwołują się do dawnych bogów i w nich poszukują wzoru. Czy to nie potwierdza starą ideę, że to bóg, a nie człowiek, jest miarą wszystkich rzeczy?


Piotr Nowak: Uniwersytet starego typu był miejscem, w którym przeszłość nawiązywała do przyszłości za pośrednictwem tego, co aktualne i teraźniejsze. Dziś nie jest to potrzebne ani możliwe, ponieważ uniwersytet ma nawiązywać wyłącznie do teraźniejszości – głównie do realiów rynku z jego ciasnymi, bo materialnymi, potrzebami. To nie uczeni zarządzają współczesnym uniwersytetem. Robi to biznes i administracja. Ceni się uległość, brak pytań, wydajność, doskonałość, umiędzynarodowienie. Zarządzający uniwersytetem starają się sprostać cywilizacyjnym wyzwaniom, nie wiedząc, lub nie przyznając się nawet przed sobą, że to po prostu niemożliwe – rzeczywistość materialna jest zawsze parę kroków przed nimi. Zapomnieli, być może nigdy o tym nie pamiętali, że najświętszym obowiązkiem w Akademii jest wolne od utylitarnych zobowiązań myślenie.

Ivan Dimitrijevic: Już w latach siedemdziesiątych XIX wieku Nietzsche dostrzegł upadek humboldtowskiego typu uniwersytetu na rzecz szybkiego szkolenia, głębokiego na tyle, ile wystarczy, by stać się osobą zdolną dużo zarabiać. Czyli – powierzchownego. Już wtedy uniwersytet miał na celu wykształcić osoby mające wartość obiegową. Takiej tendencji, pisze Nietzsche, sprzyja egoizm zarobkujących i egoizm Państwa, któremu wiedza potrzebna jest tylko jako narzędzie do walki z innymi Państwami. Właśnie dlatego naciska ono na rozpowszechnianie kultury i na specjalizację. Nietzsche się jednak pomylił. Takie wykształcenie odebrali najwięksi myśliciele i naukowcy dwudziestego wieku – a mimo to – nie stali się wartością obiegową.


Piotr Nowak: Na teatr składają się aktorzy, reżyserzy, publiczność. Ci pierwsi wypowiadają ze sceny teksty największe, często nieprzekraczalne. Udziela im głosu Sofokles, Shakespeare, Moliere, przez co nierzadko padają ofiarami złudzenia, że są tak samo mądrzy, jak autor Antygony, czy Miarki za Miarkę. Biorąc cudze za własne, zaczynają następnie pleść kolosalne bzdury o współczesnej polityce i swym życiu prywatnym. Robią to w sposób autorytatywny i nieodwołalny. Podobnie rzecz ma się z reżyserami, którzy dziś tylko z rzadka reżyserują wielkich autorów, częściej zaś reżyserują ich i wygrywają przeciwko nim samym. A coraz mniej wyrobiona publiczność bywa zwyczajnie oszukiwana. Pozostawiona sobie samej, opuszczona, bezbronna, wystawiona na pastwę hucpiarzy i hochsztaplerów, zwyczajnie nie ma siły przeciwstawić się ich przemożności.

Ivan Dimitrijevic: To prawda – prawda uniwersalna, określająca wszystkie sfery życia. Weźmy na przykład filozofa. Czy nie jest tak, że filozof myśli, że zmądrzał, bo przeczytał Kanta? Nie chodzi już po ulicach, ale unosi się ponad światem. Dostrzega tylko wielkie idee. Nie zauważa malutkiego człowieka, który walczy ze swoimi niefilozoficznymi, ale strasznymi kłopotami. Nikt nie mądrzeje dzięki mądrości innych. A pycha to piekło nie tylko aktorów, ale również polityków, myślicieli, pisarzy – nas wszystkich. Zatem, również pod tym kątem, teatr ujawnia prawdę życia. Jeśli ponosi klęskę, to dlatego, że człowiek jest daleki od doskonałości. W teatrze widzimy lustro postawione przed społeczeństwem i kulturą. Jeśli teatr nam się nie podoba, to zapewne dlatego, że my sami się sobie nie podobamy. Uciekamy od niego, bo to przed naszą brzydotą chcemy się schronić.


Piotr Nowak: Apokalipsa – niehistoryczny element historii – znosi chronologię, podważa sens pojęcia postępu, a nawet rozwoju: wszystko ciąży w stronę nieodwracalnego kresu, który nadaje dziejom sens. W pytaniu o eschaton historia przekracza swoje granice, dzięki czemu staje się widoczna – i sensowna – dla samej siebie. Nie rozumieją tego ci wszyscy, którzy zamknięci są w chwili obecnej jak w klatce, którzy mają zawsze „czas” na podjęcie decyzji i nigdy się nigdzie nie spieszą. Cykliczność ich życia zmienia decyzję w pusty gest. Pogrążeni w naturalnej sekwencji wypadków są wobec aktu decydowania i wobec historii całkowicie obojętni. Dla nich Apokalipsa się nigdy nie wydarzy.

Ivan Dimitrijevic: Ostatnia gmina, do której w Apokalipsie św. Jan kieruje swoje słowa, to Laodycea. Sprawiedliwość ludu. Laodycea jest bogata i samowystarczalna. Jest letnia, lubi świat i życie, ale nie wyrzekła się wiary. Sumienie niczego jej jednak nie wyrzuca, jako że w sądach Laodycei wymiar sprawiedliwości sprawowany jest w imię ludu. Choć odmawia Ojcze nasz, wcale nie chce, aby Królestwo przyszło. Sprawiedliwość ludu jest bowiem lepsza niż rzekomo doskonała sprawiedliwość Królestwa: to sprawiedliwość w wolności, bez żadnego Króla, bez żadnego Sędziego. Zapewniono, że błogosławieni będą ci, którzy się smucą, cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, łakną i pragną sprawiedliwości. Może tylko tacy pokładają nadzieję w słowach, którymi kończy się Pismo Święte: Przyjdź Panie.


Piotr Nowak: Jeszcze w XVIII wieku, w czasach przed Napoleonem, skutki wojen nie dotyczyły cywilów. Wojny toczono bezszelestnie. Poddani niemieckiego czy włoskiego księcia często nie wiedzieli nawet, że ich pan prowadzi wojnę. Wprawdzie obserwowali ruch wojsk, lecz niewiele z tego rozumieli. Wojna była sprawą ludzi dzielnych – ich odwagi, honoru, skłonności do ryzykowania życiem w imię wartości nieutylitarnych. Czym wojna jest dzisiaj? Czy różni się od zwykłego bandytyzmu? Albo – patrząc na to samo zjawisko od innej strony – czy nie przypomina po prostu (i tylko) działań policyjnych?

Ivan Dimitrijevic: Nie można dziś przywrócić wojnie jej honoru i sensu. Hektor, zamiast szanowanym bohaterem, jest tylko bezimiennym kryminalistą. Do jakiejś innej wojny odwoływał się Heraklit, powiadając, że jest ona matką wszystkich rzeczy… W wojnie albo zdradzisz sąsiada, który stał się wrogiem, albo zbiorowego przyjaciela, który przed wrogiem cię chroni. Zasadą wojny jest zdrada, niemożliwość bycia neutralnym, miłosiernym, refleksyjnym… Wojnę przegrywa wróg odczłowieczony, który nie przynależy do wolnej natury ludzkiej; ma wrócić do nicości, z której się wziął. Wróg to nikt. A kto jest zwycięzcą? Nieznany bohater, nikt. W wojnie nikt nie jest sobą i nikt nie może stać po stronie prawdy, ale musi wybrać jedną partię, historię, nację…I udawać wiarę.


Piotr Nowak: Ból jest głuchą, tępą mową ciała. Jest zwierzęcy – cierpią mrówki, pelikany, cierpi człowiek. Ale tylko on choruje. Choroba jest ludzką odpowiedzią na nieludzki, przerażający, długotrwały ból. Chorobę tworzy człowiek, ból zadaje mu natura, której jest częścią. Dziś coraz słabiej rozumiemy tę zależność, nie rozpoznajemy jej właściwie. Mnożymy imiona chorób, wynajdujemy na nie coraz bardziej nieskuteczne lekarstwa. Jedynie ból ma się dobrze, tylko on nas nie chce opuścić.

Ivan Dimitrijevic: Babcia Maria umarła na chorobę nerek w wieku pięćdziesięciu sześciu lat. Nie chciała oddać się w ręce zmechanizowanych procedur oficjalnej, naukowej, zimnej medycyny. Mimo że bolało, coraz bardziej. A może nie chciała zmierzyć się z prawdą? W chorobach, które istotnie wpływają na naszą kondycję, ale nie są jedynie przejściowymi sezonowymi dolegliwościami, powierzamy się cudownej sile lekceważenia. Dziś nie pójdę. Przejdzie. Dziś też nie. Jest wiele spraw do załatwienia, a inny jest ważniejszy niż zdrowie. Może jutro… Da się wytrzymać. Dziś jest jutro. Babcia Maria zmaga się ze swoją chorobą już tylko w pamięci. A twoja babcia jak ma na imię?