English

Mesjanizm

Fenomenem znanym z historii jest kolonizacja językowa. Państwo silniejsze, zaprowadzając swoje porządki na jakimś podbitym terenie, narzuca jego mieszkańcom język własny, czyniąc go językiem urzędowym (a zatem mową Prawa) i językiem edukacji (czyli mową Wiedzy). W przypadkach skrajnych – które znamy z naszych dziejów ojczystych – okupanci całkowicie zakazują języka lokalnego w szkołach, starając się wypchnąć go z przestrzeni publicznej i uczynić domowym dialektem, pozahistoryczną gwarą.

Ta operacja może przybrać kształt bardziej wyrafinowany. Zamiast zakazywać języka (co zwykle wzbudza opór tubylców), można narzucić albo podsunąć ludowi podbitemu pojęcia i wyobrażenia, jakie o życiu mają okupanci. Mowa ma wiele poziomów. Składa się nie tylko ze słów i reguł gramatycznych, lecz zawiera także pojęcia i metafory, pozwalające nam odnaleźć się w świecie, urządzić własne życie, określić swoje miejsce w porządku czasu i wieczności. Mowa – Grecy mówili: Logos – pozwala nam w ten sposób zachować równowagę w istnieniu.

Mowa może jednak zostać odebrana. Jej myśl podstawowa może zostać zapomniana. Kto w ten sposób zostanie okaleczony, traci nie tylko oparcie w sobie, władzę nad sobą i własną samodzielność. Życie jest nam dane w języku i poprzez język. Kto nie ma własnej mowy, nie posiada własnego istnienia. Musi żyć życiem cudzym.

W tej głębokiej perspektywie powinniśmy patrzeć na dwudziestowieczne manipulacje językowe, których jesteśmy do dzisiaj nieświadomymi ofiarami. W Polsce po roku ’45 szczególnym ich przedmiotem – celem szczególnego ataku – było słowo mesjanizm. Operacja była podwójna, co dobrze pokazuje jej nieszczerość. Adam Mickiewicz, najważniejszy z polskich mesjanistów, został policzony między sowieckich komunistów. Tytuł jego gazety, „Trybuny Ludów”, stał się nazwą oficjalnego organu partii. Z drugiej jednak strony samo słowo – „mesjanizm” – zostało zamienione w pojęcie pejoratywne, zajmując w publicystycznych połajankach miejsce obok „zaściankowości”, „prowincjonalizmu” i „wstecznictwa”. Operacja udała się znakomicie. Inteligent polski uważa dzisiaj mesjanizm za powód do wstydu albo do śmiechu, za rodzaj lokalnego dziwactwa

Przypomnijmy zatem, czym był mesjanizm i co oznaczał dla mowy ojczystej. Mesjanizm był filozofią historii. Chrystologią historyczną. W dziejach polskich XIX stulecia odegrał zasadniczą rolę w konstrukcji pojęcia – za którym poszła praktyka – narodu historycznego. Sarmaci szukali wzorów dla życia u autorów antycznych. Chcieli być greckimi albo rzymskimi Panami. Ich wspólnota polityczna, Rzeczpospolita, miała być ucieleśnieniem arystotelejskiej politei, łącząc zalety monarchii, oligarchii i demokracji.

Starożytni autorzy, Arystoteles i Cyceron, nie znali jednak pojęcia „historii”. Logos był dla nich Naturą, a Natura – Logosem. Polscy mesjaniści musieli zatem dokonać zasadniczej przemiany: uczynić polską mowę, tutejszy Logos, językiem historycznym. Wpisać go w głębokie horyzonty przeszłości i przyszłości, w perspektywę radykalnego przeistoczenia. Udział poetów w tym przedsięwzięciu nie jest przypadkowy. To poeci sięgają bowiem do fundamentów mowy, wyzwalając jej nieznane jeszcze energie i pokazując jej nowe możliwości.

To przekształcenie – uhistorycznienie Logosu – nie dotyczy oczywiście tylko i wyłącznie Polski. Dokonało się ono w całej Europie. Mesjanizm w Polsce był nie tylko formacją nowoczesną (a nawet mocniej: polską formułą nowoczesności), lecz za jego pośrednictwem, przez to duchowe łącze, uczestniczymy w głębokiej przemianie całej cywilizacji łacińskiej.

Wróćmy jednak do naszych czasów. Ostatnio sytuacja zaczęła się zmieniać. Mesjanizm stał się nieoczekiwanie modny. W Warszawie i Krakowie pojawiły się środowiska i czasopisma deklarujące się jako mesjanistyczne. Powód tej rezurekcji pojęciowej wydaje się oczywisty. Zapowiadany w latach 90. koniec historii okazał się iluzją, reklamowym i propagandowym kłamstwem. Naturalną reakcją na upadek tego kłamstwa są poszukiwania języka, który będzie mógł sprostać naszej nowej – historycznej – sytuacji.

Kolejnym tomem naszego kwartalnika włączamy się w te poszukiwania. Sięgamy w nim do samych źródeł mesjanizmu, do Joachima z Fiore. W dziale Prezentacje publikujemy pierwsze polskie tłumaczenia jego najważniejszych tekstów, opatrzone komentarzami mediewistów. W dziale Eseje znajdzie z kolei Czytelnik szereg (sprzecznych) interpretacji joachimizmu, także tych historycznych, idących aż do tekstu kardynała de Lubaca, poświęconego myśli Adama Mickiewicza, a pochodzącego z książki o duchowych potomkach Joachima. Całość zamykają sylwetki ostatnich polskich mesjanistów, działających jeszcze po roku ’45, Wincentego Lutosławskiego i Tadeusza Dzieduszyckiego.

Wawrzyniec Rymkiewicz
Redaktor Naczelny