English

    REWOLUCJA

    Kronos65
    2/20123
    REWOLUCJA
    projekt okładki:
    Jacek Malik

    Czym jest rewolucja? Jak uchwycić jej istotę? Czy do jej zrozumienia najbardziej przybliżają nas badania dotyczące okoliczności, które uczyniły ją możliwą i przygotowały jej nadejście? A może więcej światła na to zagadnienie rzucają studia nad samym momentem eksplozji, w którym uczestnikom wydarzeń z twarzy opadają maski, a namiętności tłumu zostają spuszczone z łańcucha? I, co być może jeszcze ważniejsze, kiedy właściwie rewolucja się rozpoczyna – a kiedy kończy?


    Pytania tego rodzaju zadajemy sobie co najmniej od czasu, kiedy nasz zachodni świat doznał owego fundamentalnego poruszenia – poruszenia fundamentów – które nazywamy nowoczesnością. Niepokoiły one również głównego bohatera tego numeru naszego pisma – Alexisa de Tocqueville’a. Ten potomek francuskiej rodziny arystokratycznej właściwie całe życie spędził w cieniu wydarzeń 1789 roku oraz czasu Terroru, jaki po nim nastąpił. Na skutek gwałtownych rewolucyjnych wydarzeń ojciec Alexisa, hrabia Hervé de Tocqueville, miał posiwieć w jedną noc. Na poddaszu niewielkiego rodzinnego zamku zachowano również zdewastowany przez rewolucjonistów gołębnik jako gorzkie memento owych turbulentnych dni. We wszystkich gwałtownych przewrotach francuskiego życia politycznego, których doświadczył jako obywatel lub jako polityk – w rewolucji lipcowej 1830 roku, w rewolucji roku 1848, wreszcie w przeprowadzonym przez Ludwika Napoleona w grudniu 1851 roku zamachu stanu – Alexis de Tocqueville widział mniej lub bardziej odległe echa tej pierwszej, „prawdziwej” rewolucji. Chociaż pozostawała nieprzenikniona, jednego autor O demokracji w Ameryce był pewien: w zbiorowej wyobraźni Europy rozcięła ona czas na dwie części. Z jednej strony wyznaczała koniec świata, który bezpowrotnie odszedł w przeszłość; świata, w którym społeczeństwo było zorganizowane hierarchicznie, wokół pionowej osi, władza zaś pochodziła od Boga. Z drugiej strony tworzyła podwaliny świata nowego, którego założycielskim dogmatem była powszechna równość, w którym społeczeństwo było zorganizowane wokół osi poziomej, a władza pochodziła od ludu. Sam Tocqueville zaś – zbyt młody, by należeć do pierwszego świata, ale za stary, aby bez ważnych zastrzeżeń wybrać ten drugi – żył niejako w rozstępie pomiędzy nimi.


    Owszem, skłaniał się ku demokracji, a długofalowe skutki rewolucji uznawał za dobroczynne, o czym czytelnik przekona się dzięki lekturze pomieszczonych w numerze tekstów. Nigdy nie stał się jednak bezkrytycznym apologetą nowoczesności – być może dlatego, że w jego filozofii politycznej demokracja i rewolucja to awers i rewers tej samej monety; dwie oświetlające się nawzajem połowy jednego wielkiego obrazu. Dwa tomy O demokracji w Ameryce wydobywają na światło dzienne wielkość i nędzę pierwszego z owych pojęć. Dwutomowe w zamyśle autora dzieło na temat upadku ancien régime’u i wybuchu oraz skutków rewolucji miało uczynić to samo z drugim. Drugiej części Dawnego ustroju i rewolucji Tocqueville’owi nie udało się jednak ukończyć.


    Prezentujemy czytelnikowi obszerny wybór notatek i szkiców pisanych przez filozofa z myślą o tym właśnie dziele. Tocqueville próbuje w nich jedną klamrą objąć cały cykl rewolucyjnych wydarzeń. Co uderzające, zarówno na jego początku, jak i u jego kresu dostrzega rozpad zasad życia społecznego. W okresie bezpośrednio poprzedzającym rewolucję powszechne jest przekonanie, że dawne instytucje się wyczerpały. Umysłami, nie tylko we Francji zresztą, ale w całej Europie, rządzi idea wielkości człowieka i wiara w omnipotencję rozumu. Triumfy święci polityka oddzielona od praxis, zaprojektowana przez inżynierów-racjonalistów, wydumana z abstrakcyjnych schematów, krótko: pozbawiona zmysłu rzeczywistości. Nie posiadają go zresztą także obrońcy dawnego ustroju, którzy wyraźnie rozmijają się ze społecznymi emocjami, a ich pryncypialna odmowa przeprowadzenia reform okaże się  wodą na młyn rewolucyjnego radykalizmu. Świat zdaje się wypadać z ram. Nawet zwykłym działaniom towarzyszą ogromne emocje, a symbole przesłaniają rzeczywistość taką, jaką jest ona naprawdę.


    Na końcu cyklu odwrotnie, nawet wielkie wydarzenia nie robią na nikim wrażenia, apatia jest powszechnym stanem umysłów, a z rewolucyjnego entuzjazmu pozostają tylko zgliszcza. Wyobraźnia polityczna, całkiem niedawno ożywiana utopijnymi marzeniami, teraz znajduje się w stanie wyczerpania, ludzie zaś nie mają siły żywić nadziei na poprawę swego losu. Tam gdzie nie ma już żadnych pragnień, wszyscy ochoczo podporządkowują się strachowi. Rewolucyjny cykl domyka się; można wręcz odnieść wrażenie, że wszystko to było tylko złudzeniem, a świat powrócił do swego wyjściowego położenia. Czy na pewno jednak? Ależ nie. Poruszenie trwa nadal, powraca niczym echo. Świat nie wraca do ramy, w której wcześniej był zamknięty.


    Z zagadką rewolucji borykają się również inni autorzy, których teksty prezentujemy czytelnikowi. W wielu miejscach uwypuklają oni lub uzupełniają obserwacje Tocqueville’a. John Stuart Mill stawia tezę, że straszliwy i krwawy przebieg rewolucji francuskiej był w równej mierze dziełem radykalizmu samych rewolucjonistów, co opieszałości zwolenników dawnego ustroju, zdecydowanie przeciwstawiających się choćby częściowym reformom. Edgar Quinet, wbrew wojowniczej anytreligijności rewolucji, dostrzega w niej powrót do źródeł chrześcijaństwa, do czystości ewangelicznego przekazu, którą zagubił Kościół katolicki. Augustin Cochin przypatruje się z kolei republice literatów, której idee przygotowywały grunt pod nadejście rewolucji, i proponuje myśleć o niej jako o wydarzeniu autotelicznym, samoistnym – poruszanym nie tyle wolą biorących w niej udział aktorów, co bezosobową logiką społecznej machiny.


    Wszystkie te teksty pozwalają na nowo postawić pytanie o początki naszego nowoczesnego świata. U jego źródeł stoi enigma francuskiej rewolucji – wydarzenia, którego źródła pozostają zagadkowe i niejednoznaczne oraz którego echa wciąż kształtują naszą rzeczywistość.


    Jan Tokarski
    Redaktor