Czy to jest dobre? A może złe? To zależy, to kwestia albo opinii, albo smaku. Ocena moralna wymaga zawsze szerszego kontekstu. A ten świat, ten człowiek – czy oni są realni? Również tutaj zamiast prostej odpowiedzi udziela się nam samych pytań: realni pod jakim względem? Co masz na myśli, pytając o realność świata i człowieka? Okazuje się, że wszystko może być względne, że idea względności podbiła rzeczywistość i zadomowiła się w niej. Niemały wpływ na to – argumentuje Walter Pater, bohater tego numeru – miały nauki empiryczne, które stopniowo upłynniły stały obraz świata. Nauka nie zajmuje wyłącznie pozycji obserwatora – przekonują współcześni uczeni. Ona wprowadza zmianę w relacjach pomiędzy człowiekiem a światem. Inaczej mówiąc, nie sposób oddzielić badania od przedmiotu badania, ponieważ już samo badanie przekształca go nieodwracalnie, nadając przedmiotowości co rusz nową tożsamość. Dlatego dzisiejszy świat jawi się człowiekowi „pod pewnym względem”, a nie „po prostu”. Pozostaje zawsze w relacji do poznającego, a nie „obok” niego. Tak właśnie przedstawiał się on również Paterowi. W tym sensie S.T. Coleridge był dla niego kimś nie z tej bajki. Ze swoim dążeniem do absolutyzacji form dawnych, stałych, utrwalonych przez tradycję, bez wątpienia stanowił ramotę. Genialną, lecz jednak ramotę. Coleridge miał swój styl, to prawda, ale po części żywił się drugorzędną literaturą teologiczną, która unieruchamiała jego wyobraźnię. Rozmowę zakładającą wysiłek sprostania wielości perspektyw zastępował monologiem, „jak gdyby był kimś, do kogo świat zewnętrzny przenikał tylko częściowo” (Walter Pater, Coleridge). Z czasem porzucił formę monologu na rzecz świeckich kazań i filozofii. Tworzył w epoce, w której największe triumfy odnosił transcendentalizm niemiecki. Kopiował więc jego efekty, przedstawiając rodakom swego rodzaju synopsis idei przejętych głównie od Kanta i Schellinga. Gdy wypominano mu zuchwałe podkradanie czyichś pomysłów, odpowiadał słowami Heinego: Es giebt kein Plagiat in der Philosophie. Na Wyspach kochano go jednak nie za filozofię, lecz za wiersze, które pisał. Był największym romantykiem angielskim, a jego Rymy o starym marynarzu mają w Anglii status Mickiewiczowskich Ballad i romansów. Dar poetycki wyczerpał przed trzydziestką, potem stygł szybko, zatracając się w chorobach, opium i nieszczęściu.
Pater napisał o Coleridge’u jeden z najświetniejszych esejów i umieścił go w Appreciations. Tom ten zawiera również późny esej o stylu, który trafnie wydobywa to, kim jest jego autor. Pater oznajmia w nim, że nie lubi tracić czasu, przez co wyciska z niego tyle, ile umie. Robi to w sposób wyrafinowany, kunsztowny i szeroki, ponieważ swoim zainteresowaniem obejmuje również odległą przeszłość. Składa nowe całości z odłamków po dawnych, harmonijnych światach. „Rzecz więc polega na tym, aby z takiego zabłąkanego ułamka na chwilę odtworzyć obraz tamtego obcego świata i sprawić, że zdoła go w sobie odtworzyć czytelnik” (Hugo von Hofmannsthal, Walter Pater). Ni mniej, ni więcej. W tym celu cyzelował zdania, starannie dobierał wyrazy, szukał właściwego sensu już na poziomie akapitu. To wszystko musiało przy tym brzmieć piękną melodią, ujawniać „tajemną harmonię ekspresji”. Nie znaczy to, że uganiał się za słowami „gładkimi, zalotnymi, nieznoszącymi sprzeciwu”. Szukał takich słów, których znaczenie przylegałoby ściśle do rzeczy, obrazów naprowadzających wprost na idee. Dążył do zastąpienia praw obiektywnych prawami narzucanymi światu przez artystę. Grawitacja? Pod jakim względem…? Był przy tym krytykiem i pisarzem, którego cała uwaga skupiała się na pięknie bez zewnętrznych – socjalnych, politycznych, innych – odniesień. Przyczepią mu za to łatkę twórcy niezwracającego uwagi na nic, co nie miałoby oczywistych związków z samą sztuką, l’art pour l’art.
A jednak Pater nie był oderwanym od życia marzycielem, zagubionym pośród bibelotów estetą czy antykwariuszem. Dość dobrze rozumiał świat z jego niepokojącą zmiennością i względnością wszystkich rzeczy. Być może właśnie dlatego przedkładał prozę nad poezję. Proza bowiem to poprawnie sformułowana odpowiedź na różnorodność i chaos rzeczywistości. Natomiast poezja domaga się dyscypliny, przyjęcia określonych reguł metrycznych i często ich nie znajduje, przez co mija się ze światem, który „wypadł z kolein”. Jest nazbyt ambitną formą literatury, aby mogła przyjąć się wśród ludzi o gustach płaskich i nieco ordynarnych. Jeżeli chce być czytana, musi mieć cechy dobrej prozy. Synteza obu tych obszarów na pewno udała się Shakespeare’owi. Pater poświęca temu największemu poecie kolejne rozdziały Appreciations. Przedstawiamy je wszystkie w „Prezentacjach”.
Pierwszą książkę w języku polskim omawiającą życie i twórczość Waltera Patera napisał prawie sto lat temu młodziutki wtedy, świeżo upieczony doktor filologii angielskiej Zbigniew Grabowski. Z przyczyn mało zrozumiałych nikt od tamtej pory nie napisał po polsku drugiej, trzeciej, kolejnej książki o jednym z najwybitniejszych krytyków epoki wiktoriańskiej. Niepojęte! Temat do odstąpienia.W numerze tym chcemy też uczcić pamięć o Hannah Arendt, której obecność towarzyszy nam od początku istnienia pisma. W tym roku wypada pięćdziesiąta rocznica śmierci autorki Kondycji ludzkiej. Publikujemy fragment jej dysertacji o świętym Augustynie. Książka ukaże się w pierwszym kwartale roku przyszłego staraniem wydawnictwa Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego w znakomitym tłumaczeniu Andrzeja Serafina.
Piotr Nowak
Zastępca Redaktora Naczelnego