English

Antynomie postępu

Kronos8
4/2008
ANTYNOMIE POSTĘPU
Jednym z najbardziej uderzających zjawisk naszej współczesności jest zanik perspektywy przyszłości historycznej. Powinna być ona, uczą filozofowie historii, czymś innym niż zwykła przyszłość egzystencjalna. Ta ostatnia dotyczy tylko i wyłącznie jednostki, która ma przed sobą zawsze jakieś jutro: do czegoś dąży, o coś walczy, czegoś chciałaby uniknąć. Że jednak przyszłość ma przed sobą Ludzkość w swej całości albo pomniejsze ludzkie wspólnoty – narody i grupy społeczne – to wydaje się już mniej oczywiste.

Niewątpliwie coś na nie czeka. Coś nadchodzi z niejasnej i ciemnej przyszłości. Nikt jednak o tym nie myśli, nikt się niczego nie spodziewa i nikt nie przeczuwa, co to będzie. Przyszłość historyczna stała się nieoczekiwanym gościem. I jest to sytuacja groźna. Choć z tej grozy nikt znowu nie zdaje sobie sprawy.

Przyszłość historyczna zaczęła zanikać gdzieś pod koniec ubiegłego stulecia. Powody, dla których tak się stało, wydają się oczywiste. Dla intelektualistów przyszłość historyczna była ściśle związana z ideą postępu. Jednak po doświadczeniach XX stulecia nikt poważny nie miał już ochoty myśleć o postępie. W dodatku gospodarka kapitalistyczna stała się ekonomią konsumpcyjną – nastawioną na szybką sprzedaż, łatwy zysk i natychmiastową satysfakcję klienta. Przemysł ciężki i związane z nim obroty kapitałowe, dominujące jeszcze w pierwszej połowie wieku, dyktowały społeczeństwu zupełnie inne doświadczenie czasu.

Idea postępu jest mimo to jedną z centralnych idei ludzkiego Rozumu, pełniąc w jego wewnętrznej mechanice funkcję regulatywną. Każde nowe poznanie i każda nowa myśl musi uznać siebie za postęp w poznaniu albo w myśleniu. Idea postępu ma w dodatku głębokie korzenie religijne. U jej podstaw leży obraz ludu Bożego, który wspólnie zmierza do zbawienia i wspólnie stanie na Sądzie Ostatecznym, a także wizja Mesjasza, który ma nadejść z przyszłości. Filozofowie Oświecenia wyłożyli tę historię (historię zbawienia) w porządku świeckim: cała Ludzkość zmierza wspólnie do społeczeństwa racjonalnego.

Zachwianie i rozpad idei postępu oznacza zatem głęboki kryzys Rozumu, a także (skoro jesteśmy zwierzętami rozumnymi) całej naszej egzystencji w jej podstawowych – społecznych i metafizycznych – wymiarach. Powrót do dawnych formuł byłby w tej sytuacji dziecinną naiwnością. Powody i figury kryzysu muszą zostać przemyślane w sposób radykalny i poddane zasadniczej rewizji. Jeżeli idea postępu ma stać się znowu ideą obowiązującą, musi w sobie zawrzeć – w sobie zamknąć – swój własny rozpad.

W kolejnym tomie naszego kwartalnika przedstawiamy zatem mapę wielkiego kryzysu: intelektualne pole rozpadu idei postępu. Centrum tego tomu stanowi rozprawa Kanta, Czy rodzaj ludzki postępuje ciągle ku lepszemu?, którą poprzedziliśmy dwoma artykułami Ernsta Kantorowicza – ten niemiecki mediewista odkrył średniowieczne korzenie XX-wiecznej biopolityki, podważając w ten sposób naiwne przekonanie o rozwoju Ludzkości. Uzupełnieniem Kantowskiej rozprawy są wykłady Hannah Arendt, w których Kant został przedstawiony jako nowoczesny filozof historii. Cały tom zamykają natomiast teksty, mające za swój przedmiot dwa fundamentalne doświadczenia minionego stulecia: Zagładę i sowiecki totalitaryzm. To właśnie te dwa doświadczenia obaliły ideę postępu.

Poetyka tych tekstów wiele nam powie o współczesnej kondycji Rozumu. Językiem, który narzuca się dla opisu Zagłady okazuje się dyskurs teologiczny. Nie jest to przypadek. U kresu pewnej idei wracamy do jej pierwszego początku. Po rozpadzie laickiego mesjanizmu Oświecenia jedynym językiem, który potrafi sprostać ludzkiemu doświadczeniu, jest język pierwszy – ojczysta mowa myślenia – język teologii Starego i Nowego Testamentu. Tylko w nim potrafimy wyartykułować grozę Zagłady i sformułować pytania, przed którymi nas ona stawia.

Krytyczne myślenie o Peerelu może nas z kolei nauczyć czegoś innego. Zaprowadzenie w tym doświadczeniu porządku (zagospodarowanie ruin Peerelu) wymaga paradoksalnego powrotu do idei postępu. Kto chce Peerel przemyśleć i przekroczyć, ten musi – choćby bezwiednie – uznać za swoje i praktykować jego fundamentalne założenie. Przekonanie o istnieniu postępu. Jest tutaj nieodparta konieczność, choć nie jest to konieczność porządku, którą widzieli dawni metafizycy, lecz raczej konieczność (myślowego) chaosu. Ideą regulatywną Rozumu okazuje się bowiem sprzeczność konieczna: trzeba pójść do przodu po upadku idei postępu. W ten sposób stajemy w sytuacji paradygmatycznej dla każdej nowej, przyszłej racjonalności: jak posłużyć się pojęciem, którego sens się rozpadł albo obrócił na nice, a które mimo to jest pojęciem koniecznym? Jak oprzeć myślenie na koniecznym chaosie znaczeń i skonstruować w ten sposób nietrwały porządek sensu? Jak wypowiedzieć słowa, która więzną nam w gardle?


Wawrzyniec Rymkiewicz

redaktor naczelny