English

Schelling

Kronos45
2/2018
Schelling
projekt okładki:
Tomasz Bardamu

Czym jest czas? Kiedy mnie nie pytają, mówi św. Augustyn, wiem, gdy mnie zapytają, nie wiem. Ta formuła, wielokrotnie powtarzana, chwyta jakiś zasadniczy problem. Czas wydaje się czymś oczywistym. Mamy z nim ciągle do czynienia. Nasze podstawowe pojęcia rzeczywistości odwołują się do pojęcia czasu. Mówię: coś się stało. To jest proces. Albo odwrotnie: to jest rzecz niezmienna, która w jakimś innym momencie (w jakimś innym czasie) wyglądała dokładnie tak samo jak teraz.


W chwili jednak, w której usiłujemy naszą znajomość czasu przekształcić w wiedzę o czasie, pojawia się wspomniana trudność. Posiadamy wprawdzie pojęcie czasu, które ma charakter potoczny, a któremu filozoficzną postać nadał Arystoteles. To pojęcie jednak, jakkolwiek dokładne, ogranicza nasze doświadczenie czasu do jego wymiaru ilościowego, pomijając przy tym kilka jego ważnych elementów.


Potoczne pojęcie czasu wiąże się z jego pomiarem. Filozoficzne pytanie: „czym jest czas?” prowadzi nas do pytania: „która jest godzina?”, które dla naszych potrzeb możemy sformułować następująco: „jaki jest” albo „jak wygląda czas”? Czas, mówi Arystoteles, jest liczbą poruszeń, czyli ilością ruchu. Pytając o czas, patrzę na zegarek. Widzę ruch jego wskazówek, które obracają się po cyferblacie, przechodząc od jednego punktu do drugiego. Każdy z tych punktów odpowiada jakiejś chwili teraźniejszej. Im dalej obróci się wskazówka – im większa będzie liczba poruszeń – tym więcej upłynie czasu.


Czas wydaje się zatem aspektem ruchu. Przeszłość to chwila teraźniejsza, która minęła. Przyszłość to chwila teraźniejsza, która jeszcze nie nadeszła. Możemy dlatego ująć czas jako szereg chwil teraźniejszych (szereg punktów na cyferblacie zegarka) albo – inny jego obraz, choć z tym pierwszym ściśle związany – jako drogę, po której wędruje chwila teraźniejsza (odpowiadająca w tym przypadku wskazówce zegarka).


Ten obraz czasu ma jednak pewną słabość. Nie ma otóż żadnej gwarancji, że czas nie zacznie płynąć w odwrotnym kierunku. Wskazówka z godziny trzynastej cofnie się do dwunastej. Po chwili teraźniejszej nastąpi chwila poprzednia. Przyszłość okaże się przeszłością.


Ta możliwość – zmiany kierunku czasu – nie jest przypadkową aberracją, lecz wpisana jest w strukturę arystotelejskiego (czyli potocznego) pojęcia czasu. W tym pojęciu nie ma bowiem miejsca na prawdziwą przeszłość i przyszłość. Czas, powtórzmy, jest szeregiem chwil teraźniejszych albo drogą, po której wędruje chwila teraźniejsza. Obrazem czasu – w kosmologii Arystotelesa, ale też w zwykłym zegarku – jest koło. Oznacza ono wieczny powrót tego samego.


Można to ująć jeszcze głębiej. Czas jest tu rozumiany jako dodatek do rzeczywistości. Najpierw jest byt (na przykład koperta zegarka), potem pojawia się ruch (wskazówki zaczynają się obracać) i dopiero na koniec – w trzecim niejako momencie – pojawia się czas jako miara albo aspekt ruchu. Stąd inny niepokój: co się stanie, jeśli nagle wszystko znieruchomieje? Nie tylko mój zegarek, ale także samochody za oknem i cały kosmos w swoim ruchu. Czy czas przestanie wtedy płynąć?


Musimy zatem – to jest program filozoficzny – pomyśleć czas inaczej. Po pierwsze musi się w nim pojawić prawdziwa przeszłość i przyszłość. To znaczy taka przeszłość, do której nie można się cofnąć, i taka przyszłość, której osiągnięcie oznacza zmianę nieodwracalną. Po drugie: czas trzeba pomyśleć jako głęboką formę bytu, jego wewnętrzną strukturę, która wyznacza i organizuje jego widzialne kształty i postacie. Mówiąc inaczej: czas trzeba pojąć nie jako dodatek, lecz jako istotę rzeczywistości.


Próbę takiego pomyślenia czasu znajdujemy w pierwszej wersji Światowieków Schellinga, której stosowny fragment, uzupełniony przez współczesne komentarze, znajdzie czytelnik w tym tomie naszego kwartalnika. Tekst Schellinga powstał w roku 1811. Został opublikowany ponad sto pięćdziesiąt lat później. To opóźnienie nie zmienia jednak w niczym jego rewolucyjnego charakteru. Przeciwnie: wszystko to, co się w międzyczasie w filozofii – a skądinąd także w naukach przyrodniczych – wydarzyło, pozwala nam zrozumieć jego powagę i znaczenie. Schelling był pierwszym, który wyciągnął radykalne wnioski z Kantowskiej krytyki pojęcia czasu: jeśli czas jest tylko formą naszych przedstawień, możemy podjąć próbę konstrukcji innego jego pojęcia, bliższego naszemu doświadczeniu.


W jaki sposób Schelling pojmuje czas? Czytelnik może być w pierwszej chwili zdezorientowany. Autor Światowieków przedstawia bowiem swoją teorię czasu w porządku teologicznym, jako wykładnię dogmatu Trójcy Świętej. Sens wywodu Schellinga można jednak sprowadzić do kilku prostych obrazów i powiązać z nowoczesnym pojęciem emergencji.


Schelling mówi zatem o „czasie organicznym” innym od „czasu mechanicznego” (czyli potocznego pojęcia czasu). Przykłady, jakie podaje, odwołują się do rzeczywistości biologicznej: z ziarna wyrasta roślina, owad wyłania się z larwy, świadomość pojawia się w nieświadomej materii. Idąc za tymi przykładami, można by uznać, że rzeczywistość jest – albo przynajmniej bywa – nieciągła, zmienia się skokowo, rozpada na niesprowadzalne do siebie postacie. Myśląc w ten sposób, odwołujemy się do wyobrażenia czasu jako szeregu chwil, które jednak – uznajemy tutaj – istotnie od siebie się różnią.


W jaki sposób zachować jedność rzeczywistości? Otóż, proponuje Schelling, musimy pomyśleć czas jako pulsację. Czas nie jest ilością ruchu, biegnącego z przeszłości w przyszłość, lecz ciągłą pulsacją istnienia, która układa się w cykle rozwoju i ewolucji Natury. Coś rozbłyska i gaśnie. Byt wyłania się i znika. Migocze. Stale pojawia się chwila teraźniejsza – jako punkt środkowy czasu – otoczona przez przeszłość (do której nie można się cofnąć) i przyszłość (która jest nieosiągalna). Chwila światła pomiędzy dwoma ciemnościami. W tej chwili, mówi Schelling, zawarte jest wszystko – jest ona równa wieczności.


Wawrzyniec Rymkiewicz
Redaktor Naczelny