Żywię mocne przekonanie, że kwartalnik "Kronos" jest bardzo naszej kulturze intelektualnej potrzebny. To bodaj jedyne obecnie nasze pismo, które tak śmiało przekracza granice między filozofią i literaturą, teologią i polityką, mitologią i psychologią – aby odsłaniać ukryte, wzajemne ich filiacje i związki. I chyba jedyne, które zwraca się do niezależnego inteligenta – tego zwłaszcza, który radby się czuć nosicielem etosu klerka, w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa.
Ireneusz Kania

(…) I tak wedle podań orfickich duszę dręczy po śmierci pozgonne pragnienie, które można starać się ugasić na dwa sposoby. Można sięgać po wodę pamięci, ale tylko wtedy, gdy afirmuje się, „pamięta” całe swoje życie w jego najmniejszych drobiazgach; kiedy mówi się: „wszystko, co zrobiłem, stanowi moje dzieło”. Jeśli więc człowiek odnosi się do swojej biografii bez krętactw, akceptując wszystkie życiowe role, w jakich był zagrał, wówczas wymyka się Parkom, wyłamuje się z wiecznego koła narodzin i śmierci. Dostępuje zbawienia. Na ogół jednak człowiek nie chce o sobie pamiętać jeszcze za życia, nie chce brać za nie odpowiedzialności. Kiedy przychodzi do pośmiertnych rozliczeń, zawsze słychać: „Przecież to nie ja”. Dlatego wszyscy dotknięci tą dziwną, zaświatową amnezją zaspokajają pragnienie wodą z Lety, rzeki, która doszczętnie psuje im pamięć, przygotowując ich samych do numerycznie kolejnego wcielenia. Droga prowadząca na łąki asfodelowe wykrzywia się, cofa i zapada – człowiek wraca do królestwa zwierząt. Piekłem „zapominalskich” jest więc nieustanny kołowrót samoodnawiającego się, „wiecznego” życia, gasnącego w momencie jednostkowej śmierci. Orficka mitologia pozwala Florenskiemu na sformułowanie tezy na temat ontologicznych podstaw ludzkiego zapominania. „Słowo, pochodzące od ládho – pisze – ma ten sam rdzeń, co czasownik létho, jońskie lethó i lathanó – mijam, uchylam się, pozostaję niewidoczny, pozostaję nieznany, puszczam w niepamięć, wymazuję z pamięci (to znaczy ze świadomości w ogóle), zapominam (…) Starożytne wyobrażenie śmierci jako przejścia w widmowy stan istnienia, nieomal samo-zapomnienia i nieświadomości, a w każdym razie zapomnienia o wszystkim, co ziemskie, wyobrażenie to zostało symbolicznie utrwalone w obrazie picia przez cienie wody z podziemnej rzeki Zapomnienia, Lety (…) – wszystko to razem dobitnie świadczy, że zapomnienie nie było dla greckiego rozumienia stanem prostego braku pamięci, lecz specjalnym aktem zniszczenia stanu świadomości, zgaszenia w świadomości części realności tego, co zapominane – innymi słowy, nie było brakiem pamięci, lecz siłą zapomnienia” (fragment).
23-24/10/2010 Warszawa
Inne spojrzenie – spotkania z psychoanalizą Lacana. Wykład Marca Straussa
10/11/2010 Warszawa
Realne i wirtualne oblicza wolności
