Wojna pokoleń
red. Piotr Nowak
Prószyński i S-ka
W rozmowie z Dominikiem de Roux Gombrowicz bezwstydnie i chyba szczerze przyznaje, że podczas pisania Ślubu jeszcze w połowie drugiego aktu nie bardzo wiedział, o co mu właściwie chodzi. Dla mnie przesłanie tego utworu zapisane jest już w jego pierwszych linijkach. Mowa w nim o wojnie pokoleń, wojnie przebrzmiałego z nadchodzącym, Ojca z Synem, syna z rodzicami, nowego kościoła z kościołem starym, który trzeba wziąć w ryzy, „za mordę” i zaprząc do galopu. Ślub to rzecz o bolesnym wyrastaniu ze szczenięctwa, z okresu „synczyzny” i skrępowania przez starość. W utworze tym ojciec i matka „nie zdechli” jeszcze. Ukazują się swojemu synowi w postaci koszmarnego snu pragnąc ułożyć mu życie ze spodloną posłusznicą, co to w ich karczmie gościom do stołu podawała. Henryk nie godzi się na to i postanawia, że sam udzieli sobie ślubu, że sam aranżować będzie swą własną niezależność, że obejdzie się bez łaski i dobrodziejstwa starych, sklerotycznych rodziców. Młodość uważa się w tym dramacie za jedyne źródło władzy i sensu. Planując samodzielność, udzielając samej sobie ślubnych sakramentów, ostatecznie grzeszy pychą i wikła się w paradoks samoodniesienia lub – używając frazy Aleksandra Ochockiego – grzęźnie w sidłach „jasamości”.
Ja jestem tutaj sam, zupełnie sam, bo was tu nie ma.
Nie! Tu nikogo nie ma! Ja sam tylko
I sam, zupełnie sam… O, płacz, płakać
Tak, łzy, bo to ja sam, ja sam
U Gombrowicza Henryk jest sam: sam na sam ze swoimi łzami i swoim koszmarem, w którym śni ojca jako nietykalnego satrapę. Jego przekleństwem jest osamotnienie, organiczna niezdolność do stowarzyszania się, idiosynkrazja na punkcie wspólnoty, nieuleczalny sceptycyzm wobec jakichkolwiek form grupowej organizacji. Dlatego rozmowy Henryka – także jego monologi – trącą teatralną sztucznością, klecone są jakby na siłę i bez większego przekonania o ich sensownej konkluzywności, skoro ta pochodzi zawsze od innych wywodząc się z ich reakcji na niego samego. Swoją wojnę toczy więc na własną rękę, we własnym sosie, poza pokoleniem i z dala od swoich rówieśników (ci, nawet jeśli pojawiają się w niej na chwilę, jak Władzio, pojawiają się po to tylko, by móc za niego umrzeć i odejść natychmiast w niebyt zapomnienia). Ale czy „jasamość” Henryka to istotnie paradoks, pułapka, czy też – całkiem na odwrót – wysiłek określenia samego siebie na innej zasadzie niż zasada podległości i autorytetu? Czyż umacnianie się we własnym „ja sam” nie jest, jak to ujął przy innej okazji Kant, właściwym sposobem wychodzenia ze stanu „zawinionej niepełnoletniości”? Nie mam dobrej odpowiedzi na te pytania, natomiast wiem jedno: że prowadząc „wojnę pokoleń” nie jestem sam, że nikt z nas nie jest na niej sam, że jest nas więcej i że w obliczu przemożnej siły starości stanęliśmy jakimś cudem razem. (…) Esej Macieja W. Grabskiego to bodaj najbardziej przewrotny tekst w redagowanym przeze mnie tomie. Z pozoru dostarcza praktycznych wskazówek mających wpierw umożliwić, potem – ułatwić pokoleniową sukcesję w nauce. Z pozoru tylko. W istocie bowiem posiada swoje drugie dno, swój sens ukryty, sens, rzekłbym, „inpotentny”. Chodzi w nim o to, że starość miała wystarczająco dużo czasu, by odczuć na sobie samej destrukcyjną siłę Instytucji, ich bezwład, ich unieruchamiający ciężar. Oto prawdziwy powód, dla którego starzy zamykają młodych w swoich, tj., szytych na ich własny wzrost i podobieństwo, Gabinetach Władzy. Zamykają w nich młodość, gdyż sami mają ochotę pójść wreszcie „na wagary” i, wzorem schulzowskiego czy rzeczywistego „emeryta”, trochę zamieszać „na mieście”[1]; ponieważ chcą się od nich – od Instytucji mianowicie – na dobre uwolnić i, na sam Koniec, darować sobie tę odrobinę „młodości”, jaką gwarantuje zasobna, wolna od trosk „tego świata” starość. Na ten szczególny puls w przemianie materii pokoleń ma dobre ucho Piotrek Graczyk, którego esej o Pornografii Witolda Gombrowicza, stanowiąc osobny i poniekąd odrębny „kosmos”, pozostaje jednocześnie w bezpośrednim, polemicznym związku z tekstem Grabskiego (…)
Ze Wstępu Piotra Nowaka, redaktora tomu
Kilkanaście lat temu, chcąc wypocząć po trudach wielodniowych obrad i trochę wreszcie poplotkować, zostaliśmy w niewielkiej grupie „starszych panów” na kilka dodatkowych dni w przebudowanym na centrum konferencyjne barokowym klasztorze w bawarskim Irsee, którego atrakcyjność podnosił znakomity przyklasztorny browar. Być może to właśnie owo specyficzne miejsce sprawiło, iż wielogodzinna dyskusja zapoczątkowana żartobliwym poszukiwaniem odpowiedzi na temat pożytku wynikającego dla nauki ze starzejącego się profesora – żartobliwa, gdyż wszyscy byliśmy o tym pożytku głęboko przekonani – skoncentrowała się niespodziewanie na problemie specyficznego, niezwiązanego z kontrowersją naukową konfliktu, który pojawia się często między mistrzem i uczniem w chwili, gdy następuje tego ucznia usamodzielnienie. Każdy z nas przytaczał z własnego doświadczenia bolesne przykłady, które z uwagi na nasz wiek odnosiły się do obydwu możliwych perspektyw, gdyż pamiętaliśmy również i to, jak przed laty sami wyzwalaliśmy się spod dominacji naszych mistrzów. Nikt z biorących udział w tej dyskusji nie uświadamiał sobie jednak, iż miał do czynienia ze zjawiskiem powszechnym i naturalnym, myśląc, że jego własne doświadczenie miało charakter indywidualny i w związku z tym domniemywał jego przyczyn osobniczych, co nie ułatwiało rozwiązania kryzysu. Ktoś z obecnych obiecał, że o tym napisze, ale nie pamiętam, kto to był i nie sprawdziłem czy dotrzymał obietnicy. Dlatego ośmielam się podjąć temat.
Z eseju Macieja Grabskiego, prezesa Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej
Jednak poza tym pragmatycznym czy konstrukcyjnym znaczeniem wojennego tła powieści (jako elementu sztucznie zaprojektowanych warunków eksperymentu), Pornografia jest również „powieścią wojenną” w sensie istotniejszym; jest mianowicie próbą opisania pewnej wojny, w której nie można nie uczestniczyć, na którą jesteśmy z natury rzeczy skazani. Nie chodzi przy tym o żadną wojnę światową; rzeczywistość, której dosięgnąć pragnie Gombrowicz, leży na poziomie dużo głębszym, to znaczy bardziej ukrytym i bardziej zarazem fundamentalnym niż wszelkie wielkie wydarzenia polityczne – niż sama „historia” jako historia ludzkich potyczek i ludzkich instytucji. Gombrowiczowi nie chodzi bowiem o historię, rzecz ludzką, ale o Naturę (pisaną z dużej litery), rzecz nie-ludzką, choć również nie-boską. Chodzi mu o zaprogramowaną przez Naturę wojnę miedzy pokoleniami, wojnę młodości ze starością. Wojna ta jest podstawowym rysem Natury, którą opisać próbuje Pornografia. Porno-grafia – to tyle co zapisywanie Natury. Gombrowiczowska Natura, fizis jest bowiem tym samym, co porneia, nierząd, a może i pornoboskia, stręczycielstwo. „Trzeba znać starą k.!” – pisze o Naturze Fryderyk w swoim liściku podrzuconym narratorowi. Natura stręczy młodych starym, szykując tym samym pułapkę dla jednych i drugich – młodych wtrąca w starczy kształt, który ich jako młodych zabija, starych podnieca bezkształtem młodości, który ich kompromituje i odbiera im jedyne, co im pozostało – tożsamość.
Z eseju Piotra Graczyka
Halę dworca przemierza powoli prof. Jarosław Rudniański, filozof. Idzie o kulach. Niesie swoje 84 lata i doświadczenia, o których nie ma pojęcia młody mężczyzna podążający z przeciwka. Drogi obydwu przetną się za chwilę. Ten młody nie wie, że starszy był w sowieckim łagrze. Nie czytał też zapewne wspomnienia, w którym ów starszy - wtedy młodzieniec - pod Kijowem stoi przez pół godziny przed plutonem egzekucyjnym. Ważą się jego losy. Pot zalewa mu oczy. "Okazało się, że nie trzeba mnie rozstrzelać i odszedłem spod tego wysokiego, rozłożystego dębu..." - napisał lakonicznie. Teraz, kiedy drogi obydwu mężczyzn właśnie się krzyżują w połowie dworcowej hali, młodszy cedzi nagle: - Ty dziadu!
Z eseju Magdaleny Grochowskiej
Przypis:
[1] „Policja zatrzymała na gorącym uczynku 60-latka, który strzelał z procy w okna łódzkich urzędów. Policja przypuszcza, że to także on w ostatnich miesiącach oblewał farbą ściany budynków w mieście. Wpadł, kiedy w piątek w nocy strzelał z procy w okna jednej z łódzkich prokuratur” (podaję za „Gazetą Wyborczą”, 17-18, III, 2001). Zob. także: B. Schulz, Emeryt, w: B. Schulz, Opowiadania. Wybór esejów i listów, red. J. Jarzębski, „Biblioteka Narodowa”, Ossolineum, Wrocław-Kraków 1989, 293-309.